logo
Piątek, 20 lipca 2018 r.
imieniny:
Czesława, Małgorzaty, Seweryny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Roman Zając
Anioł zakochany nie tylko w Krakowie
Któż jak Bóg
 
fot. Sommi | Unsplash (cc)


Mógłbym bez problemu wymienić kilkadziesiąt tytułów amerykańskich filmów, których bohaterami są aniołowie, lub w których pojawiają się wątki angelologiczne. Hollywood często sięgał po tematy i postacie anielskie, choć czasami w sposób bluźnierczy i obrazoburczy. A jak wygląda sytuacja w Polsce? Czy nasza rodzima kinematografia dołożyła choćby cegiełkę do popkulturowych wyobrażeń aniołów? Nie jest pod tym względem najlepiej, ale i my mamy „swojego”, można powiedzieć, „polskiego” anioła, choć noszącego niezbyt polskie imię Giordano.
 
W rzeczywistości włoskie Giordano, to odpowiednik imienia Jordan, które z kolei wywodzi się od nazwy rzeki, w której chrzcił święty Jan Chrzciciel. Po hebrajsku Yarden oznacza „płynący w dół”, „obniżający się”. Notabene było to imię pierwszego biskupa Polski z czasów Mieszka I.
 
Czytelnicy „Któż jak Bóg” pamiętają być może o pewnym fikcyjnym aniele Jordanie, o którym pisałem jako o bohaterze filmów „Awantura w zaświatach” (Here comes Mr. Jordan, 1941) i „Niebiosa mogą zaczekać” (Heaven can wait, 1978). Giordano, o którym chciałbym teraz napisać, nie ma nic wspólnego z tamtym dystyngowanym niebiańskim urzędnikiem, jest to raczej kolejny z pocztu aniołów zadziwiająco ludzkich, pełnych drobnych wad, lekko niesubordynowanych i stojących na bakier z nieskazitelną boską etykietą.

Biografia Giordano
 
W postać sympatycznego bohatera dwóch filmów w reżyserii Artura Więcka „Anioł w Krakowie” (2002) i „Zakochany Anioł” (2005), wcielił się znakomity aktor Krzysztof Globisz.
 
Giordano nie grzeszył świętością. Nie był to anioł z najwyższych chórów, lecz taki niebiański prostaczek, dobroduszny safanduła ze skrzydłami i z nadwagą, ale o duszy hipisa. Nosił siatkowy kapelusz, białą koszulę, szarą, letnią marynarkę i coś przypominającego ponczo. Często zdejmował skrzydła i chował je w krzakach, zaniedbywał higienę, lubił wypić, wypalić papieroska i posłuchać rocka. Kiedy tylko mógł, wymykał się do Czyśćca, gdzie wśród nieskazitelnej, mlecznej bieli odsiadywał karę Elvis Presley. Uczył się od niego chwytów na gitarę. Z tych powodów Giordano nie miał najlepszej opinii wśród swoich braci i przełożonych.
 
Pewnego razu jego prowadzący - archanioł Rafael - wezwał go na rozmowę. Kiedy przechadzali się po rajskim ogrodzie, Giordano usłyszał, że najwyższe anielskie rzędy wyznaczyły go, aby udał się na Ziemię, gdzie ludzie tracili wiarę i stawali się coraz gorsi. Miał tam spełniać codziennie przynajmniej jeden dobry uczynek. Giordano na próżno bronił się, twierdząc, że nie nadaje się do tej misji. Jako najbardziej marnotrawny anioł był bowiem najbardziej podobny do ludzi, a to stanowiło jego atut. Pod okiem najlepszych nauczycieli (m.in. Leonarda da Vinci, Kopernika, Newtona, Goethego i Marii Skłodowskiej) przeszedł przyśpieszone szkolenie, podczas którego wyjaśniono mu wiele aspektów ludzkiego życia. Poznał teorię heliocentryczną, zasady działania urządzeń, prądy filozoficzne, reguły savoir-vivre'u, itp. Po zdaniu egzaminu Giordano, otrzymał też od archanioła Rafaela magiczny gwiezdny pył w aerozolu i pakiet specjalny typu survival (czyli woreczek, zawierający najpotrzebniejsze do przeżycia rzeczy, takie jak sznurek, gumka, mydełko, scyzoryk i kreda). Z Niebem miał kontaktować się, dzwoniąc na tajemny numer telefoniczny i podając hasło („Samotny rybak nie jest w stanie zatrzymać fali przypływu, ale jego okrzyk może uratować dzieci sąsiada”).
 
Anioł, który nie umiał pływać
 
Wreszcie anioł wyruszył windą na Ziemię. Jednak w wyniku złośliwego dowcipu kolegi – anioła Lubegi, który zmienił dane w komputerze, zamiast trafić do Holandii, Giordano wylądował w Polsce. Pierwszy napotkany człowiek, chłop na wozie, widząc cudacznie ubranego mężczyznę, wychodzącego z uschniętej wierzby i mówiącego w obcym języku, przeżegnał się i czym prędzej odjechał.
 
Anioł, idąc poboczem drogi, natrafił w końcu na małżeństwo – Zdzisława i Ramonę Talarków, którym zepsuł się samochód, kiedy jechali na rozprawę rozwodową. Przemówił do nich w języku niderlandzkim, a oni odpowiedzieli mu po polsku, co skonsternowało anioła. Słysząc, że znajduje się w Polsce, skorzystał z najbliższego aparatu telefonicznego, aby zadzwonić do Lubegi i złożyć zażalenie. W Niebie odbywała się akurat sjesta, ale obiecano mu, że za jakiś czas zostanie wyciągnięty. Giordano naprawił samochód Talarków za pomocą magicznego pyłu i skorzystał z ich propozycji podwiezienia go do Krakowa. W trakcie jazdy zachwycał się wszystkim, co zobaczył na drodze (np. krową). Opowiadał im też o miłości, którą znał jedynie z opowieści poetów. Talarkowie wysadzili go niedaleko Rynku, a potem, kiedy czekali na rozprawę, pod wpływem słów Giordana postanowili zrezygnować z rozwodu.
 
Tymczasem anioł jak dziecko chłonął magiczną atmosferę miasta. Na plantach dosiadł się do kloszarda Szajbuska. Nagle rozległ się dźwięk pobliskiego telefonu. Giordano odebrał go i poprosił Lubegę, aby mógł zostać w Polsce. Archanioł Rafael przychylił się do jego prośby. Szajbusek przygarnął Giordana (myśląc, że ten został wyrzucony z domu przez jakąś kobietę) i zaprowadził do noclegowni, a także zapoznał go z Hanką, młodą kobietą samotnie wychowującą kilkuletniego syna, która nocami sprzedawała pieczone kiełbaski przed halą targową. Ponieważ Szajbusek nie miał akurat czasu, aby jej pomóc, zarekomendował Giordana. Po całonocnej pracy Hanka zaprosiła go do swego mieszkania, aby odespał. Nad ranem poznał ośmioletniego Karola. Wyznał mu w tajemnicy, że jest aniołem. We trójkę wybrali się na piknik. Tam Giordano po raz pierwszy w życiu zjadł kanapkę z kotletem schabowym. Kiedy Karolowi wpadła do rzeki piłka, anioł poszedł po wodzie, aby mu ją podać, co przekonało chłopca, że Giordano naprawdę jest wysłanikiem niebios. Giordano zaś wyjaśnił mu, że nigdy nie nauczył się pływać. Opowiadał swoim nowym przyjaciołom o Bogu i o modlitwie. Hanka, zauroczona jego dziecięcym entuzjazmem, wrażliwością i nieporadnością, zaproponowała, aby zamieszkał z nimi, dopóki nie stanie na własne nogi. Tej samej jednak nocy zapadła w śpiączkę. Telefoniczne rozmowy z Niebem nic nie dały. Kilka dni później Hanka zmarła. Giordano zaopiekował się wówczas Karolem, a archanioł Rafael wydał polecenie, aby wszyscy aniołowie od tej pory w sposób szczególny czuwali nad nimi.
 
Zamieniony w człowieka
 
Dwa lata później (w drugiej części) Giordano wciąż opiekował się 10-letnim Karolem, przyjaźnił z kloszardem Szajbuskiem i był znany oraz lubiany przez okolicznych mieszkańców. Dzięki swoim mocom wykonywał przynajmniej jeden dobry uczynek dziennie. Raz w miesiącu znajdował zaś portfel wypełniony banknotami (co było formą zapomogi stosowanej przez Niebo). Anioł nadużywał też dość beztrosko magicznego pyłu, na przykład do naprawy kranu. Tymczasem pozostali aniołowie, obserwujący jego poczynania z Nieba, postanowili wdrożyć drugi etap swego planu. Giordano, zgodnie z decyzją najwyższych anielskich rzędów, miał stać się człowiekiem. Najpierw otrzymał przesyłką dowód osobisty, z którego dowiedział się, że jego nazwisko brzmi Bożydar. Krótko potem w jego mieszkaniu zjawiła się niejaka Irena Rajska, którą ktoś zatrudnił w charakterze opiekunki Karola i gosposi. Jej pensja została opłacona za rok z góry. Wreszcie któregoś dnia Giordano spostrzegł, że utracił anielską moc. Gdy chciał uzdrowić gołębia ze zwichniętym skrzydłem, okazało się, że magiczny proszek w sprayu już się skończył. Kiedy zaś wykręcał numer do Nieba, słyszał w słuchawce, że „wybrany abonent jest wyłączony”. Giordano sprawdził też, czy zdoła chodzić po wodzie, ale po kilku krokach zanurzył się, ku uciesze Szajbuska, który uznał go za wariata. W końcu udał się do klasztoru dominikanów, prosząc ojców zakonnych o umożliwienie mu szybkiego kontaktu z Niebem. Tam zszokowany dowiedział się, że ludzie mają taką możliwość jedynie poprzez modlitwę i nawet krakowscy dominikanie nie posiadają „gorącej linii”, za pomocą której mogliby się konsultować z wysoko postawionymi w hierarchii aniołami i świętymi. Giordano, ostatecznie odcięty od kontaktu z Niebiańską Centralą i definitywnie uczłowieczony, ale przecież nadal z anielską naturą, musiał odtąd żyć samodzielnie i nauczyć się, co to znaczy być człowiekiem. Odkrycie męskiej tożsamości doprowadziło go do załamania nerwowego, skutkiem czego trafił na obserwację do szpitala psychiatrycznego w Warszawie. Szajbusek z pomocą warszawskiego kloszarda Lupina odbił jednak Giordana.
 
Gdy wrócili do Krakowa kloszard (zaniepokojony dziwnym zachowaniem swego przyjaciela) skontaktował go z psychoterapeutką Romą. Wtedy właśnie - na prośbę Lubegi - Amor trafił Giordana swoją strzałą. Na spotkaniu psychoterapeutycznym Giordano opowiedział, że boi się życia na Ziemi, odkąd stracił moc. W nocy miał sen, w którym Roma śniła mu się jako anielica, spacerująca z nim po tafli niebiańskiego morza. Uświadomił sobie, że jest zakochany. Irenka udzieliła mu porad, jak zdobyć upragnioną kobietę. Giordano zaczął bardziej dbać o wygląd, używać dezodorantu, a nawet próbował wykonywać ćwiczenia fizyczne. Szajbusek chciał, aby znajoma prostytutka Karioka uświadomiła go w sprawach męsko-damskich, ale Giordano uciekł z jej mieszkania. Studiował natomiast z zapałem różne poradniki. W końcu zebrał się na odwagę i podczas jednej z sesji terapeutycznych, zaprosił Romę na randkę. Oczywiście psychoterapeutka odmówiła mu, tłumacząc, że jako jej pacjent Giordano dokonał przeniesienia na nią tłumionych uczuć. Kilka dni później, gdy wieczorem wiatr porwał mu kapelusz, a Romie porwał szal i biegnąc za nimi, spotkali się. Wtedy Giordano zupełnie bezwiednie wypowiedział słowa, które Roma zawsze chciała usłyszeć od mężczyzny („Miłość wskazała mi do ciebie drogę”). Spacerowali nad Wisłą, tańczyli i pocałowali się. Nagle Giordano zaczął stepować i śpiewać. Archanioł Rafael wydał też polecenie, aby Giordano dostał ostatni pożegnalny bonus. Kiedy spacerował z Romą, spadła tuż przed nimi torba pełna pieniędzy (którą przerzucił przez mur złodziej, uciekający przed policją). Na pytanie Lubegi, dlaczego właściwie przeprowadzono całą tę akcję, uczynienia Giordana człowiekiem, archanioł Rafael odpowiedział, że „z zazdrości” o człowieczeństwo.
 
Z estetycznego punktu widzenia
 
Od razu zaznaczę, że podobały mi się oba filmy, choć zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu część pierwsza. „Anioł w Krakowie” to film pełen ciepła, poczucia humoru i pozytywnych emocji. Poetycki klimat, piękna muzyka i Kraków w tle. A jak wiadomo w Krakowie „złote nuty padają na Rynek i muzyki wokoło jest w bród; po królewsku gotuje Wierzynek, a kwiaciarki czekają na cud”.
 
W filmach Artura Więcka widać afirmację człowieczeństwa i codzienności. Przesłaniem „Anioła w Krakowie” jest to, że życie ma sens, a w najprostszych, codziennych czynnościach można odnaleźć radość. Mamy i humor, i zadumę. Refleksję i prostotę do bólu. Rozczulającego, nieco nieporadnego anioła i szarą polską rzeczywistość. Oglądając „Anioła w Krakowie” człowiek przypomina sobie, że jest wiele takich niby błahych rzeczy, o których często zapominamy, o których nie myślimy, na które nie zwracamy uwagi, bo wiecznie trzeba się gdzieś śpieszyć, ale kiedy je ignorujemy, życie traci sens.
 
Oczywiście fabuła może razić pewną naiwnością i infantylizmem, a sielankowa historia samotnej mamy z ledwie co poznanym facetem bez lęku zaproszonym na noc do domu, wygląda mało wiarygodnie. Skądinąd wiem, że wegetarianom nie spodobała się scena z jedzeniem schabowego, bo ich zdaniem nie wypada, aby anioł, który głosi pochwałę każdego bożego stworzenia, zachwycał się świnką zamienioną w mięso. Dla mnie osobiście trudna do strawienia była natomiast kompletnie idiotyczna scena musicalowa w drugiej części, która pojawia się ni z gruszki, ni z pietruszki. Dlatego lepiej oglądać film na DVD, aby po prostu przewinąć ten niefortunny fragment.
 
Z chrześcijańskiego punktu widzenia
 
W jednym z wywiadów reżyser stwierdził, że „Anioł w Krakowie” jest hołdem złożonym ks. Józefowi Tischnerowi, który każdemu dawał wolność myślenia i szukania, mówiąc – szukaj, a znajdziesz albo nie znajdziesz Pana Boga, ale nie rezygnuj z prób. Film kończy się zresztą cytatem z „Historii filozofii po góralsku”. Dlatego jeden z recenzentów dopatrzył się w nim nawet „teologii tischnerowskiej”. Ja bym raczej unikał aż takich górnolotnych interpretacji, gdyż mamy do czynienia z kinem rozrywkowym, a nie traktatem teologicznym. Zawsze kiedy omawiam wątki anielskie obecne w kulturze popularnej, staram się przypominać o tym, że nie należy mieszać pewnych porządków.
 
Oczywiście facet z pokaźnym brzuchem i doczepionymi, pierzastymi skrzydłami wygląda nieodparcie śmiesznie. Gafy anioła, znającego ludzkie życie tylko z teorii i wyuczonych na pamięć definicji, także wywołują efekt komiczny. Wiem, że niektórzy podchodzą do spraw sacrum śmiertelnie poważnie, ale nie ma nic złego ani bluźnierczego w humorystycznym ukazywaniu aniołów. Myślę, że nie są oni sztywniakami, którzy obrażaliby się za takie wyobrażenia.
 
Nie ma też powodu, aby zżymać się na bardzo infantylne zaświaty. Niebo przypomina piękny ogród z urodziwymi anielicami bujającymi się na huśtawkach, ale są tam też miejsca przypominające do złudzenia korytarze krakowskiego klasztoru dominikanów. Okazuje się, że ludzie, którzy trafią po śmierci do Nieba, muszą od czasu do czasu korzystać z toalety. Aniołowie posługują się gęsim piórem, ale posiadają też pewne udogodnienia technologiczne, choć nie wiadomo, dlaczego niebiańskim językiem używanym w komputerze do teleportacji jest akurat język angielski. Do świata ludzi anioł może dostać się windą, której wyjście znajduje się w starej wierzbie. No cóż... Można i tak... Jest to zabawne, ale nie przekracza granic dobrego smaku. Trudno natomiast zrozumieć, na czym niby polegać ma oczyszczenie w Czyśćcu, ukazanym jako miejsce zatopione w absolutnej mlecznej bieli. Elvis Presley siedzi sobie tam na łóżku, przygrywa na gitarze i po prostu czeka aż w końcu ktoś się zlituje i wpuści go do Nieba. Zdecydowanie nie tym dla katolików jest Czyściec.
 
Pomysł z zejściem niebiańskiej istoty na ziemię trudno uznać za oryginalny. O ile jednak w takich serialach jak „Dotyk anioła” wysłannicy Boga są posyłani, aby rozwiązywać konkretne ludzkie problemy, co nadaje ich misjom pewnego namacalnego wymiaru i sensu, o tyle Giordano otrzymuje zadanie, aby po prostu raz dziennie spełnić jakiś dobry uczynek, zwiększając tym samym ilość dobra na Ziemi. Kiedy „odfajkuje” dzienną normę, ma już wolne. Trochę to płytkie i takie jakby pelagiańskie. Aczkolwiek trzeba przyznać, że, kiedy na ziemi pojawia się anioł, zaczynają się dziać rzeczy niezwykłe. Giordano niejako mimowolnie odmienia zwyczajnych ludzi, przynosi im czystość intencji, piękno, a zarazem zdumiewa ich naiwnością, bo nie ma w nim fałszu ani świadomości, że człowiek jest zdolny do niegodziwości. Wszystko wskazuje też na to, że jego spotkanie z Hanką było z góry przewidziane przez Bożą opatrzność, gdyż dzięki temu miał się kto zaopiekować chłopcem po jej śmierci. Co więcej, okazuje się, że Giordano brał udział w projekcie, którego celem była jego przemiana w człowieka, bo na Ziemi potrzebni są ludzie o anielskich duszach. A tak w ogóle to aniołowie zazdroszczą ludziom ich człowieczeństwa i czasem ktoś z ich grona dostępuje takiego zaszczytu.
 
Roman Zając
Któż jak Bóg 2/2018 
 
Zobacz także
ks. Paweł Borto
Naszą ciekawość przyszłego stanu ciała zmartwychwstałego – i w ogóle nowej rzeczywistości nieba i ziemi – możemy wyrażać tylko za pomocą obrazów i analogii. Właśnie tak jak uczynił to św. Paweł, który przypomina, że nasz los podobny będzie do losu ziarna rzuconego w ziemię. Taka jest nasza przyszłość – rozumiemy ją trochę wpatrując się w los ziarna wrzuconego w ziemię.
 
O. Rafał Skibiński OP
Jezus rodzi się w podróży i od tej chwili zawsze jest w drodze. Cały czas idzie i cały czas przyspiesza. Ale nie jest to tylko przyspieszenie zewnętrzne. Także sposób rozmawiania Jezusa wymaga od rozmówcy stałego przyspieszania. Gra idzie o wszystko, czyli o Boga. Trzeba o tym pamiętać, żeby rozumieć wagę tych rozmów. To jest pojedynek na śmierć i życie...
 
Halina Płaskonka OSCD
Dusza, która pragnie odpowiedzieć Bogu uwielbieniem winna starać się we wszystkim podobać się Bogu, krzyżując w sobie to wszystko, co nie jest z Ducha lecz z ciała, bo wąska droga wiedzie do Królestwa (Mt 7,13-14). Święty Paweł w liście do Galatów pisze: "A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami. Mając życie od Ducha do Ducha się też stosujmy" (Ga 5,24-25). 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama