logo
Wtorek, 16 stycznia 2018 r.
imieniny:
Marcelego, Bernarda, Walerii, Włodzimierza  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Maria Szcześniak
Funkcje obrazu religijnego, czyli po co nam obrazy?
Posłaniec
 


Obrazy towarzyszą chrześcijaństwu niemal od początku. Już na ścianach rzymskich katakumb widniały przedstawienia scen biblijnych. Pełniły one konkretną funkcję.
 
Wiadomo, że jeden obraz wart jest tysiąc słów. Jaka jest rola obrazów w kościołach? Czy także dziś mogą nam pomóc w rozmowie z Bogiem?
 
Obrazy religijne mają swoje niekwestionowane miejsce w każdej świątyni. Pomagają się skupić, wyobrazić daną scenę, "wejść" w przedstawioną sytuację - a przez to przybliżyć się do Boga i prawd życia chrześcijańskiego. Mogą być bramą pozwalającą dostatecznie wrażliwemu widzowi na kontakt z Absolutem. Są też zwyczajnie piękne. Zdobią ściany kościołów i ta pełniona przez nie funkcja dekoracyjna także nie jest bez znaczenia w życiu Kościoła.
 
Uczyń to jeszcze raz!

Obrazy towarzyszą chrześcijaństwu niemal od początku. Już na ścianach rzymskich katakumb widniały przedstawienia scen biblijnych. Pełniły one konkretną funkcję. W większości przedstawiały Boże interwencje. Przypominały o cudach, jakich Pan już dokonał i wyrażały prośbę Kościoła o ich powtórzenie. Były wołaniem o to, aby Pan w cudowny sposób uratował duszę zmarłego i ocalił go od śmierci wiecznej, tak jak czynił to już wielokrotnie w historii zbawienia. Szczególnie chętnie w związku z tym przedstawiano historię Daniela, któremu w jaskini lwów nie stała się żadna krzywda.
 
Brzydota czy piękno?
 
Z czasem jednak najważniejsza w obrazach stała się ich funkcja edukacyjna. W sytuacji gdy wierni nie umieli czytać ani pisać, obraz stał się ich źródłem wiedzy o historii zbawienia. Takie zadanie obrazów znalazło swoje konkretne odbicie w ich wyglądzie. Przedstawienia musiały być czytelne, gesty wyraźne, emocje dobrze odmalowane. Wszystko to miało pomóc wiernym wczuć się w dane zdarzenie. Opis musiał być na tyle dokładny, aby przed oglądającym roztoczyła się cała fascynująca historia, aby postaci stały się dla niego jak żywe. Ten nurt nieraz przyjmował skrajną postać. Przedstawienia Piet i Ukrzyżowań późnego średniowiecza do dziś szokują skrupulatnością w oddaniu wyglądu skatowanego ciała Zbawiciela. Wierny, klęcząc przed takim obrazem, mógł się zanurzyć w Mękę Pańską i kontemplować niezmierzone miłosierdzie Boże, które nie cofnęło się nawet przed największą ofiarą.
 
To, co było możliwe do osiągnięcia przez realistyczne przedstawienia, można było też osiągnąć, idealizując obrazy. Funkcja dekoracyjna sztuki, zadanie upiększenia wnętrza kościoła znajdowały swój wyraz m.in. w łagodnie uśmiechniętych Madonnach o delikatnych rysach. Poprzez piękno ziemskie przedstawione na obrazach można było skierować swoje myśli ku pięknu wiecznemu. Bóg jako źródło wszelkiego piękna tożsamego z najwyższym dobrem stanowił centrum takich rozważań. Oba te nurty - idealizujący i skrajnie realistyczny - nieraz ścierały się z sobą. Mocny sprzeciw budziły brudne stopy pojawiające w religijnych obrazach Caravaggia. Widzowi oswojonemu już z idealizacją trudno było zaakceptować rys realistyczny, gdy taki pojawiał się niespodziewanie. Wydawał mu się skandaliczny i nie na miejscu.
 
Od rozmyślań do ekstazy
 
Medytacja nad obrazami religijnych była zalecana też jako ćwiczenie duchowe. Święty Ignacy Loyola, który wiele pisał o dobroczynnych skutkach wyobrażania wydarzeń biblijnych, tak jakby wierny w nich uczestniczył, był także zwolennikiem obrazów. Uważał, że są one niezwykle pomocne w rozważaniach nad Pismem Świętym, zwłaszcza jeśli wierzący ma trudności ze stworzeniem plastycznej wizji w swoim umyśle. Taka medytacja, a więc intelektualny namysł, mógł prowadzić na kolejny, wyższy stopień rozmodlenia. Kontemplacja jest już przecież "tylko" trwaniem przy Panu i smakowaniem Jego obecności. Święty Franciszek Salezy jako lekarstwo na duchową posuchę w czasie modlitwy zalecał właśnie wpatrywanie się w obrazy. Metoda ta musi być skuteczna, skoro św. Teresa z Ávili często wpadała w ekstazy przed obrazami i żaliła się na usuwanie świętych wizerunków z kościołów przez luteran.
 
Obraz dziś
 
Współczesny człowiek mniej jest już nastawiony na snucie opowieści, patrząc na obraz. Świat pędzi w zawrotnym tempie i ta sytuacja skutkuje na kilka sposobów. Z jednej strony można zaobserwować - niejako w opozycji do natychmiastowo postępujących po sobie wydarzeń - powrót do tradycji sztuki dawnej oraz nacisk na konieczność wyciszenia i pełnego skupienia wejścia w sferę sacrum. Z drugiej strony, przemieniony umysł człowieka współczesnego, nastawiony na szybkie puenty i rozstrzygnięcia, otwarty jest na nowe możliwości obrazowania. Krótkie, celne spostrzeżenia ujęte w formę wizualną mogą mieć niezwykłą siłę wyrazu. Rozmach i odwaga takich przedstawień nie zawsze wzbudza powszechny podziw. Czasem skrótowość, która jest ich siłą, może być także ich największą słabością. Są jednak znakiem czasów i świeżość ich spojrzenia na prawdy wiary może być ożywcza i twórcza dla wielu wierzących.
 
Jeśli chodzi o powrót do dawnych tradycji malarstwa, znakomitym przykładem jest Jerzy Nowosielski - autor zarówno całościowych programów wystrojów malarskich świątyń, jak też i pojedynczych przedstawień. W tym miejscu należy wspomnieć o wyjątkowej zupełnie funkcji ikon. Tradycja wschodnia stworzyła system, w którym dokładne powtórzenie raz przyjętej formuły gwarantowało więź z prototypem. Innymi słowy, podobizna świętego nosi w sobie w szczególny sposób jego obecność. Tak pojęte obrazy stały się już zupełnie dosłowną bramą do innego świata, wejściem w rzeczywistość Królestwa Bożego, łącznikiem Kościoła pielgrzymującego z uwielbionym.
 
Z tego szybkiego przeglądu widać, jak różnorodne funkcje może pełnić obraz. Istnieje jednak coś, co powinno stanowić rdzeń malarstwa religijnego. Powinno ono zawsze prowadzić do Boga. Drogi są i muszą być różne, jednak cel podróży jest jeden i jest nim spotkanie z kochającym Panem.

Maria Szcześniak
 
Posłaniec Serca Jezusowego październik 2016 

fot. Bodobe Painting | Pixabay (cc)
 
Zobacz także
Jacek Kwaśniewski
Boża miłość realizowana w tej globalnej perspektywie jest dla nas niezrozumiała, bo dotyczy dobra ostatecznego, w jakiejś odległej perspektywie czasowej. Żyjąc przez krótką chwilę trudno ocenić sens działań obliczonych na setki tysięcy lub miliony lat.
 
Edward Kryściak SP
W roku miłosierdzia papież Franciszek zaprasza wierzących do pochylenia się nad tajemnicą Boga, który swą wszechmoc ukazuje w łasce miłosierdzia. Jedną z pierwszych przypowieści, która uchyla nieco owej tajemnicy, jest przypowieść o uczcie w domu faryzeusza Szymona, zapisana w Ewangelii wg św. Łukasza (Łk 7, 36-50). 
 
Katarzyna Cudzich
Spotkali się w 1992 w Hamburgu. Dwóch polskich jazzmanów. Pragnienie mieli jedno: grać dla Boga. Wtedy to nie było popularne. Ba. Nie zdarzało się w Polsce w ogóle. Jeśli kojarzono tego rodzaju muzykę, to z sacrosongami czy zespołami parafialnymi. Poza tym wiara była kwestią czysto prywatną i najlepiej, żeby w ogóle się nią nie dzielić, czytaj: w ogóle jej nie mieć...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama