logo
Środa, 17 stycznia 2018 r.
imieniny:
Antoniego, Henryki, Mariana, Rościsława  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Małgorzata Nowotka
Granice wychowania
Wychowawca
 
fot. Alessio Lin | Unsplash (cc)


Jeśli zrzekniemy się wychowywania znajdujących się pod naszą opieką dzieci, to wtedy dzieci – osoby niedojrzałe, będące dopiero u początku długiego procesu dorastania i dojrzewania – będą „wychowywać” nas. Czasami już to robią, a skutki tego negatywnego zjawiska są widoczne w nagłaśnianym publicznie kryzysie rodziny, w kulcie wiecznej młodości, we współczesnym konsumpcyjnym i hedonistycznym stylu życia. A „wieczne dzieci” nie mogą stworzyć dojrzałych, silnych i odpowiedzialnych – za ludzi i świat – społeczeństw.
 
Niedojrzałość dziecka
 
Dziecko inaczej postrzega i rozumie otaczający go świat niż dorośli. W wyniku długiego, często bolesnego procesu rozwojowego stopniowo staje się doroślejsze, dojrzalsze. Dając dziecku pozycję i status osoby dorosłej, obdarowuje się kruchą, niedojrzałą osobę zbyt wielkim ciężarem odpowiedzialności podejmowania niezliczonych decyzji, do której wcale jeszcze nie dorosło oraz zbyt dużą swobodę. Sylwia Rimm twierdzi: „traktuj dzieci jak małych dorosłych. Niech podejmują dziecięce, a nie dorosłe decyzje. Nie uzgadniaj z nimi wszystkiego, przypuszczając, że są w stanie dzielić z tobą twoje dorosłe doświadczenia i uczucia. Pozwól im z upragnieniem oczekiwać »przywilejów i władzy, umożliwiaj stopniowe zdobywanie statusu dorosłej osoby”.
 
Zależność dziecka
 
Dziecko jest jedną z wielu osób w rodzinie, nie zaś osobą najważniejszą. W grupie społecznej, jaką jest rodzina, wszystkie osoby są równie ważne. Nie można więc jednego lub dwóch członków rodziny stawiać na piedestale (nieważne, czy będą to dzieci, czy dorośli).
 
Członkowie rodziny są ze sobą silnie powiązani oraz od siebie zależni. Dzięki tej określonej hierarchii oraz sieci zależności rodzina może być trwałą strukturą, w miarę odporną na życiowe i społeczne kataklizmy. Jednak to rodzice, czyli osoby dorosłe, stoją na szczycie owej hierarchicznej sieci zależności, jaką jest rodzina i to na nich spoczywa obowiązek kierowania rodziną, a więc i dziećmi. Stanisław Sławiński pisze: „bowiem nie jest w stanie samo dobrze pokierować sobą, a zwłaszcza swoim rozwojem i dlatego kierownictwo z zewnątrz jest niezbędne. Bez wychowawczego kierownictwa dorosłych dziecko osiągnie w swoim rozwoju jedynie niewielką cząstkę tego, co mogłoby w sobie ukształtować dzięki decyzjom swoich rodziców, nauczycieli i wychowawców”.
 
Potrzeby wychowawców i dziecka Potrzeby dzieci są równie ważne, jak potrzeby dorosłych. Dziecko nie może być stawiane w centrum rodziny, jego potrzeby nie są bowiem najważniejsze, lecz równie ważne jak potrzeby pozostałych domowników (rodziców, rodzeństwa, dziadków). Nie można bezkarnie zakłócać kruchej równowagi rodziny. Rodzice, opiekując się dziećmi i dbając o ich prawidłowy rozwój, nie mogą zapominać o własnych potrzebach i własnym rozwoju.
 
Prawa oraz przywileje wychowawców i dziecka
 
Należy zachować zdrową równowagę między prawami i przywilejami dzieci a prawami i przywilejami dorosłych. Dzieci nie mogą mieć samych praw i przywilejów!
 
Obecnie dorośli znajdują się na podrzędnej pozycji w rodzinie (odwrócenie hierarchii ról w rodzinie). Dzieci mają w niej znacznie więcej praw i przywilejów niż dorośli, a obowiązków – niewiele lub wcale. O prawach i przywilejach rodziców prawie w ogóle się nie mówi, jakby były czymś „nie na miejscu”. Należy pamiętać, że dorośli powinni mieć więcej praw, ale i w związku z tym więcej obowiązków niż dzieci.
 
„Karta praw rodziców” autorstwa Marty Matuszczak zawiera zaledwie sześć punktów (publikowane w różnych źródłach prawa dziecka są znacznie bardziej rozbudowane!). Punkt drugi głosi: „o siebie, bądź dla siebie dobry – tylko, gdy będziesz szczęśliwy, wychowasz szczęśliwe dziecko”.
 
Prawidłowy rozwój dziecka
 
Dziecko nie może rozwijać się wyłącznie spontanicznie i swobodnie, niczym nieskrępowane. Potencjał każdej jednostki jest tylko teoretycznie nieograniczony. Tak naprawdę ogranicza nas zarówno nasz potencjał genetyczny, środowisko rodzinne i społeczne, w którym się wychowujemy oraz warunki ekonomiczne i gospodarcze. Antoni Kępiński pisał, że rozwój człowieka polega na tym, iż: „wielu potencjalnych form czynnościowych tylko nieliczne mają prawo rozwoju, inne muszą zostać stłumione. Fakt, że chodzimy, mówimy, piszemy itd. w określony sposób, wynika nie tylko stąd, że dane zachowania się zostały pod wpływem uczenia się rozwinięte, lecz też stąd, że możliwe zostały jednocześnie stłumione”.
 
Jeśli pozostawi się dziecko samemu sobie, aby w nieskrępowanym procesie samowychowania rozwijało swoją dobrą naturę, to czeka nas (rodziców i wychowawców) oraz nasze dziecko nieunikniona porażka. Dziecko rozwija się nie dlatego, że ułatwia mu się rozwój poprzez usuwanie przeszkód, ale dlatego, że czasami usuwa się zagrażające mu bariery, ale częściej zachęca się je do samodzielnego (pod nadzorem dorosłych) pokonywania różnych ograniczeń.
 
Autorytet wychowawców
 
Dziecko nie może być samo dla siebie autorytetem, ponieważ nie wie, co to jest autorytet i co oznacza bycie dla kogoś autorytetem. To dzięki zewnętrznym autorytetom dziecko dojrzewając będzie mogło dokonać internalizacji wartości, które staną się częścią jego sumienia, czyli wewnętrznego autorytetu. Niszcząc autorytet rodziców i nauczycieli nie tylko osłabiamy wpływ wychowawców na dzieci, ale również osłabiamy dzieci. A słabi, bezradni dorośli nie wychowają silnych, zaradnych dzieci.

Powinność wychowania
 
Immanuel Kant twierdził, że: „Człowiek może stać się człowiekiem tylko poprzez wychowanie. Jest tylko tym, co wychowanie z niego uczyni”. Jeśli więc odmówimy dziecku prawa do wychowania, to nie dość, że pozbawimy je prawa do bycia w pełni człowiekiem, ale także nie pozwolimy mu na pełny rozwój jego potencjału. Według filozofa z Królewca człowiek nie tyle musi, co raczej powinien być wychowywany, a powinność ta jest obowiązkiem rodziców, pedagogów, wychowawców.
 
Analizując tylko tę jedną myśl Kanta można dostrzec redukcjonizm pajdocentrycznej wizji człowieka. Według zwolenników pajdocentryzmu dziecko nie powinno być wcale wychowywane, ale jedynie wspierane w samodzielnym, spontanicznym rozwoju – wystarczy więc jedynie opiekować się dzieckiem, pielęgnować je dopóki samo nie stanie się na tyle duże, aby mogło robić to samodzielnie. Ale przecież zwierzęta tak samo wspierają swoje dzieci w spontanicznym, opartym na naturalnych instynktach rozwoju. Czym wobec tego ma się różnić wychowanie ludzkie od „wychowania” zwierząt?
 
Według Kanta „Wychowanie jest sztuką, której realizacja musi być doskonalona przez wiele pokoleń”. Jest sztuką, bowiem predyspozycje naturalne nie są w stanie rozwinąć się w człowieku samoistnie. Twórcy pajdocentryzmu (teorii wychowania dającej dziecku uprzywilejowaną pozycję w rodzinie i w społeczeństwie) uważali, że wychowanie jest przymusem, przemocą stosowaną wobec bezbronnego dziecka, które dopiero wtedy będzie mogło rozwinąć pełnię swoich możliwości, gdy zostanie uwolnione od zgubnego wpływu wychowania.
 
Optymistyczne założenia zwolenników pajdocentryzmu nie znalazły potwierdzenia w realnej rzeczywistości, jednak zasiały zamęt i niepokój w umysłach osób odpowiedzialnych za wychowywanie najmłodszych pokoleń. Sprawiły, że większość z nich straciła wiarę w sens i konieczność wychowania dzieci, a wraz z nią – w swoje wychowawcze kompetencje.
 
Jeśli zrzekniemy się wychowywania znajdujących się pod naszą opieką dzieci, to wtedy dzieci – osoby niedojrzałe, będące dopiero u początku długiego procesu dorastania i dojrzewania – będą „wychowywać” nas. Czasami już to robią, a skutki tego negatywnego zjawiska są widoczne w nagłaśnianym publicznie kryzysie rodziny, w kulcie wiecznej młodości, we współczesnym konsumpcyjnym i hedonistycznym stylu życia. A „wieczne dzieci” nie mogą stworzyć dojrzałych, silnych i odpowiedzialnych – za ludzi i świat – społeczeństw.
 
Infantylni, niedojrzali obywatele obawiają się odpowiedzialności za siebie, wszelkiego ryzyka, wolności. Bez protestu zrzekają się swych obywatelskich i ludzkich uprawnień na rzecz silnego i rozbudowanego państwa, które ma być gwarantem ich bezpieczeństwa, dobrobytu i swobody.
 
Jakimi rodzicami będą pajdocentrycznie wychowywane dzieci, nauczone, że tylko one i ich potrzeby są najważniejsze? Czy stworzą stabilne wspólnoty, poświęcą się wychowaniu własnych dzieci? Czy wezmą na swoje barki odpowiedzialność za drugiego człowieka, za jego rozwój i szczęście?

Małgorzata Nowotka
Wychowawca 7-8/2012
_______________________________ 
Literatura:
 
Kant I., O pedagogice, Wydawnictwo Dajas, Łódź 1999.
Kępiński A., Rytm życia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1994.
Maruszczak M., Błędy wychowawcze, [w:] red. M. Pawlus, Encyklopedia. Rodzice i dzieci, Wydawnictwo Park, Bielsko-Biała 2002.
Rimm S., Mądre wychowanie. Jak wychować szczęśliwe dziecko, które bez trudu radzi sobie w szkole i w życiu, Wydawnictwo Moderski i S-ka, Poznań 1999.
Sławiński S., Spór o wychowanie w posłuszeństwie, Agencja Wydawnicza TFD, Warszawa 1991. 
 
Zobacz także
Danuta Piekarz
Zauważmy, że doświadczenie bezradności i bezsilności było znane nawet Apostołom: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy! Najcenniejsze dla nas są jednak następne słowa Piotra: Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci (Łk 5,5). Gdyby Piotr zniechęcił się pierwszymi niepowodzeniami, nie doświadczyłby cudu. Ten właśnie wewnętrzny dramat człowieka, rozdartego między własnymi oczekiwaniami a nieuniknionym upływem czasu, okazuje się zabójczy...
 
Grażyna Starzak
Nie da się tu pominąć głównego przesłania samego Stwórcy małżeństwa i rodziny, który każdą przemianę rozpoczyna od przekazu miłości. W rodzinie jest najwięcej okazji do okazywania sobie miłości. Bo miłość towarzyszy człowiekowi od poczęcia aż do śmierci i jest tak stara jak człowiek. Miłość jest bezsprzecznie najsilniejszym łącznikiem między ludźmi. 

Z prof. Teresą Olearczyk, kierownikiem Katedry Pedagogiki i Rodziny w Krakowskiej Akademii im. A.F. Modrzewskiego, rozmawia Grażyna Starzak.
 
Joanna Pietraszek
Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na właściwym miejscu – mawiał św. Augustyn. Obowiązkiem każdego z nas, obowiązkiem młodego człowieka, który już za moment założy rodzinę, jest stworzenie katolickiego domu, w którym pierwsze miejsce będzie zajmował Bóg. Nie zniechęcajmy się widokiem rodzin i domów, które się rozpadły, oraz pragnień, które obumarły.
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama