logo
Piątek, 20 lipca 2018 r.
imieniny:
Czesława, Małgorzaty, Seweryny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Ryszard Nowak
Jak dziś głosić Ewangelię?
Wieczernik
 


Wiara jest łaską, a jednak...
 
To, czy ktoś rozpozna w Jezusie swojego Pana i Zbawiciela, w pierwszym rzędzie zależy od Bożego Ducha, bo tylko w Nim może ktoś powiedzieć, że Panem Jest Jezus (por. 1 Kor 12,3). Nie zmienia to jednak faktu, że w procesie dochodzenia do wiary Pan Bóg posługuje się człowiekiem, który sam już wcześniej uwierzył w Jezusa. Ktoś mądrze zauważył, że tak jak do drugiego człowieka trafia się przez Pana Boga, tak do Boga trafia się przez człowieka.

Często po latach dojrzewania w wierze sami już wiemy, co chcemy przekazać i zdajemy sobie zwykle sprawę z tego, komu, gdzie i kiedy chcemy to zrobić. Pozostaje jednak wtedy decydujące pytanie: jak to zrobić? Jest to – zwłaszcza w dzisiejszym społeczeństwie – zagadnienie kluczowe, jeśli chcemy, by nasze przepowiadanie było skuteczne.

Kiedyś forma przekazu była drugorzędna, a wręcz czasem nieistotna, gdyż sama treść była najbardziej atrakcyjną częścią przekazu. Dziś w dobie kolorowych opakowań, presji krzykliwej i agresywnej reklamy, nośnikiem treści jest forma. Często zwykły gniot intelektualny, czy wręcz wierutne kłamstwo są sprzedawane na rynku poglądów za bardzo wysoką cenę, a najświętsza prawda i mądrość życiowa, jeśli nie są odpowiednio podane, niestety nie znajdują zbyt wielu nabywców.

Jest Nowina do przekazania

Jako chrześcijanie mamy najbardziej wartościową Nowinę do przekazania i często trudno nam zrozumieć i zaakceptować fakt, że tak niewielu chce nas słuchać. Można oczywiście ponarzekać, że dzisiejsze społeczeństwo sprymitywniało i że nie szuka czegoś więcej, bo ma już prawie wszystko i nie jest zainteresowane czymś innym niż korzyścią własną oraz ewentualnie nowym źródłem dostarczania przyjemności. Można nawet obrazić się na taką rzeczywistość i stwierdzić dosadnie, że przecież jest wyraźnie napisane, nie dawajcie psom tego, co święte i nie rzucajcie swych pereł przed świnie (Mt 7,6). Ale czy jednak będzie to najlepsze rozwiązanie?

Można także spróbować dostosować się do tego co modne i popularne. Choć i tutaj można pobłądzić i tak dalece zagalopować się w przekazie orędzia Ewangelii „dostosowanym” do formy współczesnej pop-, czy wręcz blokers- kultury, że wypłuczemy z niej istotny sens przesłania, jakie przyniósł nam Zbawiciel. Czy jednak w próbie przystosowania treści Ewangelii do sposobu jej przekazania zrozumiałego dla dzisiejszego człowieka jesteśmy z góry skazani na niebezpieczeństwo dewaluacji samego orędzia? Może istnieje jeszcze jakiś inny sposób poszukiwania skutecznej metody przepowiadania Jezusa?

Owoce skutecznego przepowiadania

Wydaje mi się, że po pierwsze musimy zapytać się kto jest adresatem naszego przepowiadania. Potem należy zaakceptować fakt, że to nie on musi się dostosować do nas, ale, że to my – chrześcijanie chcemy przynieść mu szczęście w taki sposób, aby on był zdolny to zrozumieć i sam dokonać osobistej decyzji wiary. Na początku nie możemy stawiać mu żadnych warunków wstępnych, oprócz tego, aby zgodził się nas wysłuchać, o ile będziemy potrafili go zainteresować naszym skarbem.

Owocem skutecznego przepowiadania będzie przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Dopiero ono rozpocznie w nim proces poznawania Boga i dopiero wtedy będzie w nim motywacja, aby sprostać wymaganiom, jakie niesie ze sobą Ewangelia.

Dzisiejszy człowiek w naszym kręgu kulturowym żyje szybko. Raczej ogląda niż medytuje. Nie czyta zbyt wiele, albo jeśli faktycznie czyta za wiele, to wtedy przyjmuje ten natłok informacji bardzo powierzchownie. Współczesny człowiek często nie jest zdolny do syntezy, zapatrzony w codzienność stara się zaspokoić aktualne potrzeby. Wyobraźnia i myślenie transcendentalne nie są jego mocną stroną. On sam chce dokonywać swoich wyborów. Zazwyczaj, jeśli słyszy o jedynej możliwości, czuje się jak w pułapce. Jednocześnie żyjąc w sprzecznościach, staje się coraz bardziej zagubiony i bardzo często popada w różne toksyczne skrajności. Bardziej kieruje się zasadą carpe diem (dosł. chwytaj, skub dzień, tzn. żyj chwilą obecną, używaj życia póki trwa), niż liczy się z odpowiedzialnością za swoje czyny, w kontekście nieprzemijalnego trwania w wieczności.

Takiemu człowiekowi, który sam chce kreować swoją teraźniejszość, a tylko czasem wybiega myślą we własną przyszłość, trzeba pomóc znaleźć cel i sens życia. Nie można mu go dać, tak po prostu, bo zazwyczaj tego nie oczekuje. Trzeba być dla niego najpierw hojnym i cierpliwym siewcą ziaren czasu, prawdy i dobra, a dopiero później stać się ogrodnikiem, który pielęgnuje rodzące się w nim nowe życie, prowadząc do dojrzałości, czyli samodzielności w wierze.

Dziś, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, przekaz wiary musi dokonywać się przez relacje. Najpierw na płaszczyźnie natury, płaszczyźnie ludzkiej, dopiero później tej nadprzyrodzonej. W świecie, w którym ideologia tzw. radykalnej autonomii oraz najprzeróżniejszych myślowych i moralnych „izmów” (indywidualizm, liberalizm, nihilizm, relatywizm i permisywizm), pozbawiła ludzi wspólnych, fundamentalnych odniesień na płaszczyźnie prawdy, dobra i piękna – na straży życia i wartości zazwyczaj nie stoi już Pan Bóg, ale hedonistyczna i utylitarystyczna tyrania zaspokajania własnych, często skrajnie subiektywnych potrzeb. Dlatego na tle tak płasko przeżywanego życia szansą są relacje, w których można doświadczyć szczerego zainteresowania osobą jako taką, że po prostu jest, istnieje, a nie ze względu na to co posiada i na ile może być do czegoś przydatna.

 
1 2  następna
Zobacz także
Joanna Petry Mroczkowska
Czy rozwiążemy zagadkę biblijnej kobiety, rozszczepionej dziś na wiele, jakże odmiennych, wcieleń? Czyż nie różnią się od siebie: pokutująca jawnogrzesznica i Maria z Magdali, biegnąca do grobu Pańskiego? Prześledźmy historię tej zagadkowej postaci. Ojcowie Kościoła przychylali się do poglądu o istnieniu kilku odrębnych Marii. Rozłącznie traktował je zawsze Kościół Wschodni. 
 
Marta Wielek
Niedzielna Msza Święta w przyklasztornym kościele na wsi. Pozornie niczym nie różni się od tych w innych kościołach, może tylko tym, że co jakiś czas rozbrzmiewa chorał gregoriański. Śpiew inicjują mnisi, ale włączyć może się każdy – nuty leżą na wszystkich ławkach. Sporo osób próbuje. Słychać mocne, donośne, zaskakująco melodyjne męskie głosy. Pierwszych kilka rzędów ławek zajmują niemal wyłącznie mężczyźni – w różnym wieku, z obrączkami na palcach i bez nich. Nie ma ani jednej starszej pani. 
 
dr Piotr Kwiatek OFMCap
Więcej wcale nie musi oznaczać lepiej. Doskonale wiedzą o tym osoby, które zmagają się z otyłością. Problemy z jedzeniem niekoniecznie muszą prowadzić do nadwagi, wir kompulsywnego dojadania jest równie niepokojący. W ten sposób chcemy zaspokoić inny rodzaju głodu, na przykład emocjonalny: potrzebę akceptacji, bliskości czy miłości. Jak rozpoznać taki głód? 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama