logo
Niedziela, 24 września 2017 r.
imieniny:
Dory, Gerarda, Maryny, Hermana, Pacyfika – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Anna Dąbrowska, Sławomir Rusin
Spowiedź generalna - czy to ma sens?
List
 


Z o. Mateuszem Hincem, kapucynem, psychoterapeutą i kierownikiem duchowym, rozmawiają Anna Dąbrowska i Sławomir Rusin

Jestem przeciwnikiem ograniczania rachunku sumienia tylko do szczegółowego wyliczania grzechów. Nazywam taki rachunek patologicznym, bo pokazuje nieprawdziwy obraz człowieka – tylko jego jedną, grzeszną stronę. Owszem, powinienem uświadomić sobie własne grzechy i winy, ale trzeba, aby rachunek sumienia obejmował również dobro, które uczyniłem od czasu poprzedniej spowiedzi.

Ojcze, u osób, które regularnie przy­stępują do spowiedzi, pojawia się czasem potrzeba podsumowania w sakramencie pojednania dłuższego okresu życia. Czy Kościół zaleca taką spowiedź generalną?

Przygotowując się do tej rozmowy, sięgnąłem do Katechizmu Kościoła Katolickiego i – co ciekawe – nie znalazłem w nim nic o spowie­dzi generalnej. Na jej temat wypowiadali się natomiast niektórzy święci, np. Wincenty a Paulo czy Ignacy Loyola. Taką spowiedź za­lecają niektóre programy duszpasterskie czy kierownicy duchowi. W programach duszpa­sterskich jest mowa o trzech sytuacjach, w których spowiedź generalna jest odpowiednio: konieczna, zalecana lub absolutnie niedo­puszczalna. Konieczna jest, gdy ktoś odkrył, zrozumiał, że przez dłuższy czas spowiadał się w sposób nieważny, nie wyznał wszystkich grzechów, coś zataił. Oczywiście można w czasie zwykłej spowiedzi przyjść i powiedzieć, że przez taki a taki czas ukrywałem grzech, i spróbować powtórzyć wcześniejsze, ale w niektórych programach duszpasterskich uzna­je się za konieczną spowiedź generalną. Zale­cana jest jako pomoc w przygotowaniu się do dobrego przeżycia ważnych momentów życia, takich jak: ślub, śluby zakonne, święcenia ka­płańskie, a niedopuszczalna jest u osób cier­piących na nerwicę kompulsywno-obsesyjną, czyli u skrupulantów.

Po co przystępować do spowiedzi generalnej, skoro każda spowiedź gładzi grzechy?

Na to pytanie mogę spróbować odpowiedzieć z psychologicznego punktu widzenia. Dobrze jest co jakiś czas podsumować pewien frag­ment swojego życia i wielu z nas tak czyni, np. w grudniu tworząc bilans mijającego roku – zastanawiając się, co wydarzyło się dobre­go, a co złego. Spowiedź generalna umożliwia zobaczenie siebie nie tylko w świetle nega­tywnym (wady, grzechy), ale też pozytywnym, niejako Bożymi oczami. Staje się motywacją do tego, by zastanowić się nad tym, jak żyłem, czy przez te 10, 20, 30 lat popełniałem jakieś grzechy, które się ciągle powtarzały, albo czy pojawiły się jakieś nowe, czy udało mi się coś zmienić. Dzięki takiemu spojrzeniu wstecz od­rywamy się od naszej codzienności.

Przyglądamy się sobie z boku?

Tak, z dystansu możemy popatrzeć na siebie i nasze życie realistycznie. Ocenić, jak było kie­dyś i jak jest teraz, czy udało nam się jakieś wady czy grzechy wyeliminować. Najczęściej znamy swoje słabe i mocne strony, ale w co­dzienności brakuje nam czasu na refleksję nad tym, jacy jesteśmy, jak się zmieniamy. Je­żeli zrobię sobie rachunek sumienia, powiedz­my z 10 lat, to mogę zobaczyć, ile we mnie jest słabości, ile w życiu czyniłem zła. To jest ważne, bo często widzimy zło w życiu innych, a o tym, jacy sami byliśmy, zapominamy. Taki rachunek sumienia może nam uzmysłowić, że nie powinno się osądzać i krytykować innych. Jeśli zobaczę, ile mam grzechów, ile razy po­błądziłem, to stanę się bardziej wyrozumiały dla drugiego człowieka, który również upada, również popełnia błędy. Zdarza się też tak, że wydaje nam się, że jesteśmy coraz gorsi. Je­śli spojrzymy wstecz, może się okazać, że to fałszywy obraz, że jest zupełnie inaczej. Spo­wiedź generalna daje możliwość popatrzenia na własne życie w szerszym kontekście.

Może się jednak zdarzyć, że skupi­my się tylko na tym, co było złe, na tej ciemnej stronie naszego życia.

Owszem, istnieje takie niebezpieczeństwo. A przecież przygotowywanie się do każdej spo­wiedzi, nie tylko generalnej, powinno oduczyć nas takiego patrzenia na siebie.

Ale na spowiedzi przecież wylicza­my grzechy...

Rzeczywiście, nie przychodzę do konfesjonału po to, żeby chwalić się dobrymi rzeczami, tylko po to, żeby powiedzieć: „Boże, zgrzeszyłem, zrobiłem to i to źle, chcę wziąć za to odpowie­dzialność. Proszę, żebyś mi przebaczył". Przy­gotowując się do sakramentu pojednania, po­winienem jednak również podziękować Bogu, za dobro, które we mnie było. Jestem prze­ciwnikiem ograniczania rachunku sumienia tylko do szczegółowego wyliczania grzechów. Nazywam taki rachunek patologicznym, bo pokazuje nieprawdziwy obraz człowieka – tyl­ko jego jedną, grzeszną stronę. Owszem, po­winienem uświadomić sobie własne grzechy i winy, ale trzeba, aby rachunek sumienia obej­mował również dobro, które uczyniłem od cza­su poprzedniej spowiedzi. Zobaczenie całego zła, które popełniłem, może mnie przytłoczyć. Jeżeli jednak jestem człowiekiem wiary, to po­winienem też dostrzec, że doznałem miłości i miłosierdzia od Boga, który mi przebaczył i dał siły do walki z tym, co złe.

Często boimy się spowiedzi właśnie dlatego, że skupiamy się tylko na naszych grzechach i na tym, co ne­gatywnego usłyszymy od spowied­nika. Zapominamy o dziękczynieniu.

Jestem przekonany, że istota dobrego rachun­ku sumienia zawarta jest w 1 Liście do Koryntian. Św. Paweł pisał w nim do pierwszych chrześcijan o tym, że każdy ma inne dary: je­den dar mówienia językami, drugi tłumaczenia ich, trzeci służenia, czwarty uzdrawiania itd. Najważniejszym pytaniem, jakie powinniśmy sobie zadawać, jest właśnie pytanie o to, jakie ja mam dary i czy służę nimi innym, bo mój dar nie jest tylko dla mnie, ale też dla wspólnoty, w której jestem. Jako grzesznik zrobiłem wiele rzeczy źle, ale dzięki moim darom zrobiłem też wiele dobra.

Jeśli ktoś chce się wewnętrznie rozwijać, to od czasu do czasu dobrze, aby zrobił sobie taki generalny rachunek sumienia, aczkolwiek ja sam spowiedzi generalnej nikomu nie zalecam.

 
1 2 3  następna
Zobacz także
Łukasz Kaźmierczak
Przede wszystkim praźródłem grzechu jest zły duch. Musimy tę obecność Szatana przyjąć. Owszem, ona bywała ostatnio przeakcentowywana – bo przecież nie chodzi o to, żeby widzieć zasadzki złego ducha za każdym rogiem ulicy – ale on działa i istnieje. I to jest to pierwsze zło personalne, które nas kusi, które z zawiści o nasze zbawienie, nasze szczęście z Bogiem, działa przeciwko nam. 

Z o. Piotrem Jordanem Śliwińskim OFMCap rozmawia Łukasz Kaźmierczak
 
Dariusz Piórkowski SJ
Dzisiaj w liturgii przechodzimy od okresu Bożego Narodzenia do okresu zwykłego, do codzienności, przez bramę Chrztu Chrystusa. Dlaczego Jezus przyjmuje chrzest? Przecież nad Jordan przychodzili grzesznicy. A Jezus był bezgrzeszny. Ojcowie Kościoła zwracają uwagę, że to wydarzenie jest dalszym ciągiem objawienia tego, kim jest Bóg, ale także kim jest prawdziwy człowiek... 
 
O. Tomasz Kwiecień OP
Ten święty Starego Przymierza w niczym nie przypomina bohatera pobożnych opowieści hagiografi cznych. Jest antybohaterem. Nie ma w nim niczego wielkiego. Jeśli jest w ogóle ikoną czegokolwiek, to duchowej tępoty i nieposłuszeństwa. Jest, jak mówi Psalmista, jak muł bez rozumu, można go okiełznać tylko wędzidłem. Historia Jonasza to właśnie opowieść o Bożym wędzidle i oczłowieku tępym jak muł. A jednak to Jonasz jest prorokiem, do którego Pan Jezus bezpośrednio się odwołuje, i to dwukrotnie...
 
 
___________________
 
 reklama