DRUKUJ
 
Aneta Pisarczyk
Jesteśmy bogaczami
wstań
 


Czy choroba i bogactwo mogą iść ze sobą w parze? Co jest gorszego od utraty zdrowia? Jak radzić sobie z coraz bardziej niedomagającym ciałem? I czy rzeczywiście moc w słabości się doskonali?
 
Wszystko zostało nam dane
 
O jakimi bogaczami jesteśmy! I to bez wyjątku, każdy z nas może nazwać siebie bogatym, niezależnie od zasobności portfela. Bogactwo materialne jest bowiem niczym w porównaniu z tym, co zostało nam dane. I słowo „dane” ma tu kluczowe znaczenie. Na to, co najważniejsze, nie możemy sobie w żaden sposób zapracować. To, co fundamentalne, jest nam nieustannie darmo dawane. I to właśnie czyni nas bogatymi. Zbyt szybko przyzwyczajamy się do dobra, przez co często za słabo je doceniamy. A posiadamy dar najcenniejszy – życie. Cud życia być może najbardziej dociera do nas, wtedy gdy spoglądamy w oczy nowonarodzonego dziecka i przytulamy je do własnej piersi. Ale czy nie jest on widoczny w pomarszczonej twarzy staruszka? Starość jest blisko Tego, który jest dawcą życia. Starość jest pełna życia, pomimo – a może dzięki temu – że spotyka na swej drodze coraz więcej niedogodności.
 
Różnie reagujemy na fakt bycia obdarowanym. Są tacy, którzy potrafią radością dziecka cieszyć się z każdego prezentu; są też bardziej wybredni, których obdarowując, niełatwo zadowolić. Wiemy, jak trudno nam nieraz wymyślić, co podarować bliskim osobom. Na szczęście Pan Bóg jest dawcą doskonałym, a Jego podarunki są szyte na miarę naszego szczęścia. My jednak często jesteśmy wybredni. Mamy do tego prawo, lecz warto popatrzyć dalej i głębiej, by przyjąć dar.
 
Przyjąć to, co nowe
 
Są ludzie, którzy potrafią prowadzić autentycznie spełnione i pełne radości życie, jednocześnie zmagając się z chorobą. Co ułatwia taką postawę? Jak zachować pogodę ducha, gdy ciało dostarcza cierpienia? Należy pozwolić sobie przeżyć fakt utraty. Utraty części zdrowia, sprawności, niezależności. Przez całe nasze życie doświadczamy rozmaitych strat. Strata jednego dobra otwiera nas na przyjęcie innego, większego. To przeżywanie strat i otwieranie się na nowe warunkuje nasz rozwój. Gdy zaś kurczowo trzymamy się tego, co tracimy, to niejako zamrażamy nasze serce. Nie dajemy sobie szansy na przyjęcie nowego. A serce zmuszamy do przeżywania ciągłego bólu straty, co staje się za trudne. Często więc smutek i ból, zamiast przeżyć, zamrażamy w sobie, stając się jednocześnie ich niewolnikami. W głowie kłębi się coraz więcej depresyjnych myśli, a ciało pod ich wpływem staje się jeszcze słabsze. Należy więc zgodzić się w sobie na starość, czyli przeżyć smutek i żal po odchodzącej młodości. Zgodzić się na niedomagania ciała. Pamiętajmy, że zdrowie – jak wszystko inne – zostało nam darmo dane, nie jest więc naszą własnością.
 
Pogodzenie się z tym, co tracimy, jest trudne, m.in. dlatego że wiąże się z koniecznością zmiany sposobu myślenia o samym sobie. Tym, co ułatwia te zmiany, jest przyjmowanie nowych ról. Czy choroba wiąże się z jakąś nową rolą? Dla wierzących niewątpliwie tak. Osoby zmagające się z cierpieniem są zapraszane przez Kościół do ofiarowania przeżywanego bólu w intencji innych ludzi, grup społecznych, państw i spraw leżących na sercu ojcu świętemu. To ważne zadanie. Wypełniając je, można znów poczuć się potrzebnym, spełnionym, ważnym. Kolejna rola wiąże się z funkcją nauczycielską. Jako seniorowie jesteśmy odpowiedzialni za to, jaką lekcję życia w kontakcie z nami przyswoją nasze dzieci i wnukowie. Czy będą się bały starości? Jak będą pokonywały rozmaite trudności? Czy zachowają w sobie wdzięczność za własne życie, zdrowie i talenty?

Wdzięczność pomnaża nasze bogactwo
 
To wdzięczność otwiera nasze serca na kolejne dary. I nie chodzi tu bynajmniej o przeżywane w danym momencie emocje, lecz o postawę serca. Przeciwieństwem wdzięczności jest roszczeniowe podejście do życia, kształtujące się na fundamencie przekonania, że wiele rzeczy po prostu nam się należy. To, co mamy, uznajemy za swoją własność, tymczasem prawda jest taka, że nic nie należy do nas. Świadomość takiego ubóstwa pozwala prawdziwie cieszyć się z tego, co zostaje nam dane. Czyni nas też otwartymi na to, co nowe. Roszczeniowość zamyka serce na przyjmowanie rzeczy nieoczywistych. Bo przecież nieoczywiste, lecz jak najbardziej realne jest dobro wypływające z doświadczenia choroby i cierpienia. Nieoczywisty i zadziwiający pokój serca skrywany za grymasem bólu.
 
Postawa wdzięczności otwiera nas także na przyjmowanie wsparcia od innych. W chorobie to niezbędne. Wsparcie łatwiej jest przyjąć, gdy o nie prosimy, niż gdy go żądamy. Ważne, by osoby, które nam pomagają, wiedziały, że doceniamy ich chęci i zaangażowanie. Pamiętajmy też, że sami niezależnie od słabości naszego ciała możemy być wsparciem dla innych.
 
Są wśród nas prawdziwi mocarze, wyćwiczeni, zahartowani, zaprawieni w bojach. Mocarze duchowi słabi na ciele, zmagający się z niedogodnościami wieku, lecz posiadający w sobie zadziwiającą moc ducha. Oni dotknęli własnej niemocy i niewystarczalności. Mieli siłę, by stanąć przed sobą i Bogiem w postawie ubóstwa. W końcu odkryli otrzymane bogactwo i wciąż je pomnażają. Obyśmy potrafili choć w części tak jak oni otwierać się na to, co nieoczywiste.
 
Aneta Pisarczyk
kwiecień-maj 2015

fot. Oleg Sidorenko Gold cross in Echmiadzin museum
Flickr (cc)
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー