logo
Wtorek, 09 grudnia 2025 r.
imieniny:
Anety, Leokadii, Wiesława, Walerii, Piotra – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Roman Zając
Anioł, który zrodził się ze łzy Jezusa
Któż jak Bóg
 
fot. Kevin Mueller | Unplash (cc)


W „Pasji” Mela Gibsona w momencie śmierci Jezusa z Nieba spada kropla, której upadek na Golgotę zapoczątkowuje różne zjawiska: zapadający zmrok, burzę, trzęsienie ziemi. Praktycznie wszyscy interpretują tę kroplę jako „łzę Boga”. W żadnym z apokryfów nie znalazłem takiego motywu, był więc to zapewne autorski pomysł reżysera. Faktem pozostaje natomiast, że Wcielony Bóg – Jezus nie wstydził się swoich łez. W Nowym Testamencie trzy razy jest zapisane, że zapłakał: z powodu śmierci przyjaciela Łazarza (J 11,35); nad Jerozolimą, która miała być zniszczona (Łk 19,41) oraz w Ogrodzie Oliwnym z powodu ceny, jaką trzeba było zapłacić za odkupienie ludzkości (Hbr 5,7).

W średniowieczu pojawiła się apokryficzna legenda, wedle której pewien anioł złapał łzy, które Chrystus uronił na wieść o śmierci Łazarza, i przekazał je w fiolce Marii Magdalenie na przechowanie. Około 1040 roku, kiedy bizantyjski cesarz Konstantynopola Michał IV Pa-flagończyk poprosił króla Francji Henryka I o pomoc w wojnie z Saracenami na Sycylii, ten wysłał Geoffreya Martela, hrabiego d'Anjou i Vendôme, który za swoje wysiłki militarne pod koniec 1042 roku został wynagrodzony dwiema relikwiami: ramieniem św. Jerzego i Świętą Łzą Chrystusa (La Sainte Larme), mającą postać bryły kryształu z kroplą wody w środku. Po powrocie do Francji Geoffrey podarował relikwię Łzy opactwu benedyktynów La Trinité w Vendôme. W XVII wieku autentyczność tej relikwii była przedmiotem ostrego sporu między wybitnym teologiem Jeanem-Baptistem Thiersem, który ją kwestionował, a benedyktynem i mediewistą Jeanem Mabillonem, który stanął w jej obronie.

Francuski poeta i powieściopisarz epoki romantyzmu, Alfred Victor de Vigny (1797-1863), który został najmłodszym oficerem w arystokratycznym korpusie gwardii królewskiej, podczas pobytu w Saint Trinité usłyszał o przechowywanej tam aż do Rewolucji Francuskiej relikwii Łzy Chrystusowej, co zainspirowało go do stworzenia niezwykłego utworu zatytuło-wanego „Eloa albo siostra aniołów” (Eloa, ou La sœur des anges, 1823), uznawanego za jeden z najpiękniejszych francuskich poematów romantycznych.

Narodziny Eloi

W utworze tym niewidoczni dla oczu śmiertelników cherubinowie zabrali uronioną nad Łazarzem łzę Jezusa do diamentowej urny, którą złożyli u stóp Przedwiecznego. Oko Opatrzności spojrzało życzliwie na tę łzę i stworzyło z niej niebiańską istotę o imieniu Eloa:

On sam nawet, gdy ujrzał śmiertelne zasłony,
Zapłakał. – O, łzo boska przyjaźni święcona,
Tyś nie była na wiatru podmuchy rzucona!
Niewidzialni śmiertelnym, schyleni z pokorą,
W dyamentową urnę cheruby cię biorą
I jak cud, co zdumiewa nawet Niebo – niosą
Pod stopy Przedwiecznego, o promienna roso!
Tam – z wiecznie otwartego oka promień łaski
Wstrząsł ów dar niewymowny i wzniecił w nim blaski;
A Duch Święty, moc swoją zlewając obficie,
Tchnął duszę w płyn ów boski i zbudził w nim życie.
Jak kadzidło przy blaskach słonecznych płonące
Zmienia się w płomię czyste, różowe, błyszczące,
Tak ujrzano naówczas, jak się postać biała
Z olśniewającej urny wzniosła, wybujała
A głos zabrzmiał: „Eloa!”
(tłumaczenie Zofii Trzeszczkowskiej, pseud. Adam M-ski).

Niektórzy zwracają uwagę na podobieństwo słowa „Eloa” do imienia klasycznej francu-skiej bohaterki romantycznej Heloizy, ale trzeba tu raczej widzieć nawiązanie do jednego z biblijnych imion Boga – Eloah. Narzuca się też skojarzenie z ostatnimi słowami wypowie-dzianymi przez konającego Mesjasza: „Eloi, Eloi, lema sabachthani” (Mk 15,34), co w języku aramejskim oznacza dosłownie: „Boże mój, Boże mój, dlaczego mnie opuściłeś?”.

Alfred de Vigny prawdopodobnie zapożyczył imię dla swej bohaterki z eposu „Mesjada” (Der Messias, 1773) Friedricha Gottlieba Klopstocka. U niemieckiego poety Eloa był wysokiej rangi niebiańskim aniołem, który jeszcze przed stworzeniem świata został wybrany na osobi-stego anioła stróża (i najbliższego przyjaciela) Syna Bożego. Z anielicą o imieniu Eloa wła-ściwie nic go nie łączy, choć w Mesjadzie znajdziemy krótką wzmiankę, że patrzył w oblicze Mesjasza i „liczył przyjazne ludziom łzy boskiego Zbawiciela, wszystkie łzy którymi płakał Jezus”.

Niewinność w konfrontacji z cynizmem

Istota zrodzona z łzy Chrystusa swoim pięknem i czystością zachwyciła wszystkich mieszkańców Nieba. Dołączyła do zastępów anielskich i jako jedyna istniejąca anielica była nazywana siostrą aniołów. W odróżnieniu jednak od innych niebiańskich duchów, będących potężnymi wojownikami, stanowiła uosobienie niewinności, łagodności i współczucia.

Kiedy Eloa poznała historię buntu i wypędzenia najwspanialszego z aniołów, obdaro-wanego świetlistym diademem, zamiast go potępić, odczuwała smutek na myśl o kimś tak bardzo samotnym i niekochanym. Historia Lucyfera wzruszyła ją. Zaintrygowana i przepełniona współczuciem do upadłego anioła Eloa szukała w Niebie ustronnego miejsca, gdzie mogłaby oddawać się rozmyślaniom o tym „najnieszczęśliwszym z nieszczęśliwych”. Omijała z daleka błyszczące Tabernakulum, ulgi nie przynosiła jej również „woda snu” z niebiańskiej fontanny. Coś kazało jej spoglądać w dół, w dolne rejony istnienia.

Pewnego poranka Eloa zstąpiła do niższych Niebios, gdzie „przestwór jest pusty, smutny, ciemny i pęknięty”. Żaden z czystych duchów nie zapuszczał się tak głęboko. Lucyfer, widząc niebiańską istotę, wzniósł się z Otchłani, aby spotkać ją na granicy Niebios i Piekieł. Wyglądał jak wspaniały, czarnowłosy młodzieniec z białymi skrzydłami, w fioletowej szacie ze złotymi pierścieniami na ramionach i palcach. Eloe nie rozpoznała w nim Szatana i z całą dziewczęcą naiwnością stwierdziła:

Gdyś tak piękny – dobrym musisz być zaiste,
Bo skoro jaka dusza w niebiosa świetliste
Wchodzi – zaraz jej dobroć na kształt szaty świętej
W wiekuistej piękności stroi ją ponęty (...).

Lucyfer zastosował swoje najbardziej wyrafinowane sztuczki, aby ją oczarować i głę-bokim, łagodnym oraz smutnym głosem opowiadał jej o sobie, przedstawiając się jako nie-podzielny władca nocy i „tajemnic mistycznych”:

Jam jest ten ukochany, którego nikt nie zna.
Na człowieku-m zbudował państwo me płomienne,
Wlałem mu je w pragnienia serca, w mary senne (…);
Jam jest tajemny władca tajemnych miłości –
Łączę serca – rozdzieram surowe łańcuchy (…).
Zabrałem Stwórcy Jego bezsilne stworzenie.
Wbrew Niebu rozdzieliłem na pół przyrodzenie.
Zostawiam Mu – niech dumny jasnymi dnia brzaski –
Ukrywa Świetne gwiazdy w złote słońca blaski;
Dla mnie cień został niemy – i smutnej ziemicy
Daję rozkosz wieczorów i skarb tajemnicy (...).

Eloa nie znała prawdziwej tożsamości Szatana, ale zakochała się bez pamięci w jego mrocznym pięknie. On także sprawiał wrażenie urzeczonego odwagą i bezinteresownością Eloi. Jego serce na moment zatęskniło za dobrem. Wydawało się, że wpadł we własną za-sadzkę i zaczął żałować, o czym świadczą słowa: „O wy, łzy ludzkie, czemuż was nie znałem!”. Wahania anielicy obudziły w nim jednak ponownie dumę. Jego własne pokręcone wyobrażenie o miłości uniemożliwiało mu odwzajemnienie uczuć niebiańskiej dziewczyny w odpowiedni sposób. Lucyfer dołożył więc jeszcze więcej starań w swą aktorską sztukę i zwiódł naiwną anielicę, która, widząc, że niemożliwe jest podźwignięcie go do Nieba, zgodziła się udać razem z nim, nieświadoma, że ten zabiera ją do Piekła. Dopiero wtedy jej ukochany okazał się zimny i wyrachowany, co dobitnie widać w dialogu kończącym poemat:

- Niewolnicą jesteś, ofiarą – nie gwiazdą przewodnią.
- Zdawałeś się tak dobrym. Czym mój czyn był?
- Zbrodnią!
- Czyś przynajmniej szczęśliwszy? Bardziej z losem zbratan?
- Smutniejszym niż kiedykolwiek…
- Któżeś ty?
- Jam Szatan!

Tym samym próba odkupienia Lucyfera i wykorzenienia zła ze świata zakończyła się fiaskiem.

Piekło Syberii

Do poematu Alfreda Vigny’ego nawiązał Juliusz Słowacki, którego Dobrosława Grzyb-kowska (nie bez powodu) nazwała „największym angelologiem polskiego romantyzmu”.

W 1837 r. Słowacki przybył do libańskiego klasztoru św. Antoniego w Ghazir (zwanego Betcheszban), gdzie spędził kilka tygodni, ucząc się arabskiego. Tam właśnie powstała pierwsza wersja jego mistycznego poematu „Anhelli”, w którym pojawiła się anielica Eloe, piastunka umarłych polskich zesłańców, uważana za jedną z najznakomitszych egzemplifikacji sylwetek anielskich u Słowackiego. „Anhelli”, wydany w 1838 roku w Paryżu, stanowił swoistą polemikę z „Księgami narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” Adama Mickiewicza i – podobnie jak ten utwór – był stylizowany na księgę biblijną.

Poemat Juliusza Słowackiego opowiada o tragicznych losach skłóconych polskich ze-słańców na Syberii. Poeta celowo nadał Syberii rysy dantejskiego Piekła. Tytułowy bohater, młodzieniec o czystym sercu, przebywający na zesłaniu, został wybrany przez Szamana (kapłana i wodza sybirskiego plemienia) na odkupiciela. Razem wędrowali przez krainę śmierci – niczym Dante i Wergiliusz po piekielnych kręgach – poznając coraz dotkliwsze ludzkie nieszczęścia i upadki. Wędrówka po piekle Syberii okazała się niszcząca dla nadziei i dla czystej duszy. Anhelli obserwował cierpiących zesłańców, a Szaman przepowiadał mu ich du-chowy upadek.

Strażniczka grobów

Ważną postacią poematu Słowackiego jest Eloe, wygnana z Nieba anielica, która po-święciła się strzeżeniu grobów polskich zesłańców na Syberii i odganiała renifery, gdy przy-chodziły wyjadać mech spod głów trupów. Anielica, dzieląca swój los z katorżnikami, wydawała się być pocieszycielką dającą nadzieję, że ich cierpienia zostaną przyjęte przez Boga jako zadośćuczynienie i zaowocują w przyszłości odrodzeniem narodu. Nasz narodowy wieszcz dokonał swoistej sublimacji literackiego pierwowzoru anielicy powstałej z łzy Chrystusa. Zhel-lenizował końcówkę jej imienia z Eloa na Eloe oraz zmienił chwilę jej powstania. Eloa u Vigny’ego zawdzięczała swe istnienie łzie Chrystusa, wylanej nad grobem zmarłego przyjaciela, natomiast w wersji Słowackiego Eloe zrodziła się „z łzy Chrystusowej na Golgocie”, kiedy Jezus płakał „nad narodami”. Z całą pewnością jednak jest to ta sama postać, o czym świadczy fakt, że Słowacki w liście do Gaszyńskiego z 22 maja 1839 roku pisał, aby informacji dotyczących Eloe szukał u Alfreda de Vigny’ego. Polski poeta nie potrafił zgodzić się na jej wieczne potępienie i uczynił z niej piastunkę zmarłych zesłańców „w krainie mogił i krzyżów”. Katorżnicy trafili na Syberię w konsekwencji swoich działań niepodległościowych, inspirowa-nych bezinteresowną miłością do Ojczyzny, natomiast Eloe trafiła tam z powodu występku, którego dopuściła się również motywowana miłością.

W poemacie Słowackiego Eloe pojawia się po raz pierwszy w XI rozdziale. Anhelli ujrzał ją na cmentarzysku, siedzącą na szczycie wzgórza. Poruszeniem skrzydeł anielica uciszyła trzykrotnie „hymn skarżących się mogił”. Anhelli spytał Szamana: „co to za Anioł z białemi skrzydłami i ze smutną gwiazdą na włosach, przed którym ucichają grobowce?”. Lecz starzec nie odpowiedział mu, zajęty zasypywaniem ciał umarłych. Anhelii zbliżył się więc do ta-jemniczej strażniczki grobów i spojrzał jej w twarz, co wywołało w młodzieńcu gwałtowną reakcję. Upadł jak martwy na ziemię (por. Ap 1,17).

Kiedy Szaman go odnalazł, młodzieniec, podniósłszy się z omdlenia, z zawstydzeniem wyznał, że twarz Anioła przypomniała mu oblicze dziewczyny, którą kochał niewinną, dziecięcą miłością. To niespodziewane wspomnienie sprowadziło na bohatera gorzką melancholię. Dobitnie uświadomił on sobie swoje obecne położenie, które, w kontraście do szczęśliwych i niewinnych lat młodzieńczych, odczuwał wyjątkowo boleśnie. W zesłańcu wezbrało poczucie boskiej niesprawiedliwości. Anhelli skarżył się na swój nikczemny los i wyrażał bluźniercze życzenie śmierci. Zdawał się wierzyć, że gdyby umarł, wywołałby wyrzuty sumienia u samego Boga, który dopiero wówczas ulitowałby się nad jego dolą. Szaman skwitował to słowami: „Zaprawdę, że jak dawniej wiele było opętanych przez czarty, tak dziś wielu jest opętanych przez czyste Anioły”.

Następnie kapłan objaśnił Anhellemu pochodzenie tajemniczej istoty: „A wieszli, kto to jest ten Anioł smutny na cmentarzu? Oto się zowie Eloe, a urodził się ze łzy Chrystusowej na Golgocie, z tej łzy, która wylana była nad narodami. Gdzie indziej napisano jest o Anielicy tej i wnuczce Maryi Panny… jak zgrzeszyła, ulitowawszy się nad męką ciemnych Cherubinów i umiłowała jednego z nich, i poleciała za nim w ciemność. A teraz jest wygnaną, jak wy jeste-ście wygnani, i ukochała mogiły wasze, i piastunką jest grobowców, mówiąc kościom: nie skarżcie się, lecz śpijcie!”. Jako „urodzona ze łzy Chrystusowej na Golgocie” Eloe najlepiej rozumiała cierpienie, a także ludzkie błędy.

Być może trochę dziwi wzmianka o Eloe jako wnuczce Marii Panny, ale jest w tym jakaś logika, bo zrodzona z łzy Jezusa anielica była niejako Jego... „córką”.

Czuwająca nad zwłokami

Po raz drugi Anhelli zobaczył anielicę w XIII rozdziale, gdy przyszła po ciało umarłej z tęsknoty i melancholii Ellenai, zesłanej na Syberię zbrodniarki, która nawróciła się i odbywała pokutę za dawne przewinienia, nieustannie modląc się do Matki Bożej. Eloe niczym anioł śmierci położyła pod nią z obu stron końce łabędzich skrzydeł, związała je pod umarłą i „z pełnymi trupa skrzydłami” odeszła na księżyc.

Do Anhellego zaś przybyli dwaj aniołowie (ci sami, którzy niegdyś nawiedzili chatę Pia-sta), aby zwiastować mu śmierć. Anhelli zdecydowanie odrzucił nadzieję i nie chciał zmartwychwstania. Pragnął, aby jego grób stał się miejscem wiecznego spoczynku, a śmierć była absolutna – zarówno cielesna, jak i duchowa. W rozdziale XVII, zgodnie ze swoim powołaniem, Eloe po śmierci Anhellego (będącej symboliczną ofiarą za naród) strzegła jego wiecznego spokoju, czuwając przy zwłokach. Kiedy z ognistej zorzy wyłonił się apokaliptyczny rycerz na koniu i ogłosił: „Tu był żołnierz, niech wstanie!”, Eloe, powstawszy znad zwłok mło-dzieńca, odpowiedziała na patetyczne wezwanie jeźdźca zwięzłymi słowami: „Rycerzu, nie budź go, bo śpi. On był przeznaczony na ofiarę, nawet na ofiarę serca”. Poczyniła też wy-znanie: „Jam jest w części odpowiedzialna, że serce jego nie było tak czyste, jak dyjamentowe źródło, i tak wonne jak lilije wiosenne. To ciało do mnie należy, i to serce moim było”.

„Anhelli” pobudził wyobraźnię i zainspirował wielu wybitnych artystów, w tym malarzy: Jacka Malczewskiego, Witolda Pruszkowskiego czy Wlastimila Hofmana. Każdy z nich był zafascynowany postacią Eloi i stworzył jej malarski wizerunek. Warto też wspomnieć, że ist-nieje bardzo dobry artystycznie krótkometrażowy film „Anhelli” w reżyserii Barbary Nałęcz-Nieniewskiej, inspirowany właśnie młodopolskim malarstwem.

Roman Zając
Któż jak Bóg 4/2024

 
Zobacz także
Krzysztof Osuch SJ
Zatrzymajmy się nieco przy tym zdaniu, tyle razy słyszanym: Weźcie Moje jarzmo na siebie. Czy nie jest zastanawiające, że Pan Jezus, przynajmniej tym razem, wcale nie mówi: «Niech każdy człowiek bierze na siebie swoje jarzmo»? Sądzę, że wcale by nas to nie zaskoczyło, gdyby tak powiedział... 
 
Dariusz Piórkowski SJ

„Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali”. Czytając dzisiejszy fragment Ewangelii, przypomniało mi się wyznanie jednego z rekolektantów, pastora ewangelickiego, podczas moich ostatnich rekolekcji. Mianowicie, zauważył on, że często pragnie w życiu zrobić wrażenie na Panu Bogu.

 
ks. Jerzy Olszówka SDS
We współczesnym świecie spotęgowało się pragnienie i poczucie sprawiedliwości. Wzmocniła się również pozycja sprawiedliwości jako zasady moralnej i społecznej. Zdaniem wielu myślicieli i działaczy społecznych jedynym ratunkiem dla świata podzielonego ekonomicznie i politycznie może być właśnie sprawiedliwość, czyli rzetelne określenie tego, co się każdemu należy...
 

___________________