Matka – życie – miłosierdzie – powołanie – wdzięk cnót... W słowach tych nie tylko zapisana jest słodycz, ale nade wszystko cenne wartości, które gorliwie pielęgnowane i chronione rozkwitają w ogrodzie Bożych doświadczeń niczym najpiękniejsze kwiaty.
Pod koniec stycznia nasza siostra ogrodniczka zasiewa ogórki w małych doniczkach, które oblegają potem słoneczne parapety cel i sali nowicjalnej. Podobny los spotyka nasiona przeróżnych kwiatów mających w swej okazałości zdobić tron Eucharystyczny Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie znajdujący się w kaplicy klasztornej. Inna siostra troszczy się o wschodzące nasiona ozdobnych słoneczników i pilnuje ich w czasie, gdy nikt na zewnątrz nie dostrzega jeszcze budzącego się skrycie życia. No, może oprócz energicznych sikorek i kochliwych gołębi, które swym gruchaniem snują plany założenia rodziny, wyprzedzając w ten sposób wiosnę. A kiedy ona już zawita do naszego ogródka klasztornego, małe, ale silne ogóreczki siostra ogrodniczka przesadza do „foliaka”. Obok nich będą mieszkać pomidory i dwie cukinie.
Wiosna w ogrodzie
Ziemia jesienią została poddana bolesnym zabiegom przekopania i pokornie przyjęła nawóz o nieprzyjemnej woni niezbędny do wzbudzenia nowego życia, którego na wiosnę się spodziewała. Musiała jednak wytrwać z nadzieją w czasie próby braku oznak życia, wyciszona połaciami śniegu, skrępowana zimnem, jakby przez słońce opuszczona. I nie zawiodła się, bo lwie paszcze, rudbekie, nagietki i inne barwne piękności wkrótce radowały oczy wszystkich. Co za siła życia! Niepozorne, a bardzo wytrwałe przebiśniegi i krokusy dały im wcześniej dobry przykład. Zdecydowanie, powoli, ale skutecznie przebijały grudy ziemi swoimi małymi, silnymi listeczkami i skrytymi w nich pąkami białych, fioletowych i żółtych kwiatów, wykazując się niebywałą determinacją!
Ach, trzeba jeszcze wspomnieć o krzewach winorośli. Boleśnie przeżyły wiosenne przycinanie, płacząc kropelkami swoich soków. Na jesień wydały mizerne kiście owoców, które w większości nie nadawały się do spożycia. Wielka szkoda. Włożono przecież wiele troski w zabiegi w walce z chorobą, która je dopadła. Nie udało się jej pokonać, jak to czasem w życiu bywa. W przyszłości ich miejsce zajmą maliny. Jest plan! Nie można także pominąć przeróżnych ziół, prostych i skromnych, bez błyskotliwej aparycji piwonii czy słoneczników, a jednak… tak wartościowych i bardzo potrzebnych. One współpracując z ziemią, chronią życie. Tymianek, prawie nienaruszony, przetrwał zimę, melisa bujnie się odrodziła, niezmiennie zielona i pachnąca świeżością. Podobnie mięta, mniszek lekarski, nagietek, oregano i niezastąpiony w kuchni lubczyk, czasem „maggi” nazywany.
To nowe życie w naszym ogródku potrzebowało wiele troski, uwagi, czasu. Ziemia wytrwale rodziła i dawała wzrost, ale potrzebowała wody. A zostało jej zgromadzone sporo na czas, gdyby brakowało deszczu. Siostra furtianka ustawiła wielkie niebieskie baniaki, które zbierały deszczówkę aż po brzegi. W ten sposób wszystko do życia i troski o jego rozwój było gotowe, wystarczyło tylko po to sięgnąć...
Wiosna we wspólnocie
Jak widać, klasztor może być jak Matka Ziemia, która rodzi rośliny, kwiaty, zioła. W naszej elbląskiej wspólnocie są siostry z całej Polski, o różnych charakterach, temperamentach i bogactwie duchowym. Każda ma swój cenny dar, którym służy wspólnocie. Gdy rodzina zakonna jest poddana działaniu Bożej łaski i z pokorą przyjmuje różne oczyszczające ją doświadczenia, niczym użyźniona ziemia wydaje duchowe owoce. Po trudnym zimowym czasie przenikniętym chłodem międzyludzkich więzi, nie pytając nikogo o pozwolenie, przychodzi wiosna. Następuje oczyszczenie z ogromnie nieprzyjemnych upokorzeń i niepowodzeń. Każdy, kto pasjonuje się życiem duchowym, wie, jaki to skarb. Wie, że warto przetrwać ten czas i poddać się działaniu trudnej łaski... Bóg, który sam jest Życiem, rozkwita niczym krokusy lub przebiśniegi w duszach współsióstr, we wzajemnych relacjach, niekiedy zupełnie zaskakująco i niespodziewanie. Podobnie dzieje się u tych, którzy powierzają nam swoje intencje, prosząc o modlitwę. Pan Bóg hojnie ich obdarza.
Nasza rodzina zakonna, gdy przez miłosierdzie Boże poddawana jest zabiegom pielęgnacyjnym, jak ziemia ma szansę stawać się duchowo płodna, gotowa do przyjmowania nowych powołań, ale też siebie nawzajem. Jeśli ponadto stworzy się odpowiednie warunki, życie duchowe i powołanie rozkwita. Wzrasta niczym mała roślinka otoczona ciepłem słońca, pokarmem z żyznej ziemi i wody, okazaną w odpowiednim czasie uwagą ogrodniczki.
Klasztor zna też tajemnicę życia u jego schyłku. Przyjmuje śmierć jako kolejny etap istnienia, całkowicie nowego… Jak ziemia na jesień akceptuje obumarłą zieleń, tak rodzina zakonna nie opuszcza nikogo w cierpieniu, starości i umieraniu. Bo taka jest matka… Kiedy zaś zdarzy się, że wspólnota zachoruje, jak winna latorośl w naszym ogrodzie, i choroba zwycięża, oddajemy się w ręce Boskiego Ogrodnika, który doskonale zna się na swoim stworzeniu i ma swój plan, przekraczający nasze rozumowanie.
Taka właśnie jest moja wspólnota i taką się ciągle staje… Dlaczego? Być może dlatego, że rośnie na żyznej ziemi świętości wielu matek i sióstr, które nas wyprzedziły w drodze do nieba. Bo cóż można powiedzieć o siostrzanej miłości, jaką nas obdarzała cierpiąca, złożona chorobą siostra... o poświęceniu, które jest w stanie oddać życie za własną przełożoną... o pasji adorowania Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie aż do ostatnich chwil życia, gdy ledwie można o własnych siłach dojść do kaplicy… o ofierze z siebie i bezgranicznej wierności powołaniu?
Wiosna w sercu
Powołanie do bycia kobietą jest bardzo bliskie ziemi. W jej bierności, która na końcu okazuje się życiodajną mocą… w cyklicznym rytmie życia i jego odradzaniu… w zdolności do bezwarunkowego przyjmowania… w bogactwie barw, kolorów, odcieni, zapachów, całej wybujałości istnienia.
Powołanie zaś do bycia dziewicą poświęconą Bogu jest bliskie niebu. W istocie jest pełnią, bo sięga wieczności i dotyka Bożego serca, wydając piękne kwiaty cnót, rodząc dusze dla Boga w tajemnicy ofiary życia zakonnego…
Bycie matką jest wspaniałe. Bycie matką dusz jest najwyższą formą szczęścia. Powołanie do bycia Oblubienicą Jezusa Chrystusa i duchową matką jest jak przepiękny ogród, w którym przechadza się Duch Święty: „Dotykasz mego serca i otwierasz skrępowane cieniem pąki, / rozkwita Twój ogród, / kwiaty otulasz ciepłem promieni Twego spojrzenia, / woń Twego pokoju rozpływa się we mnie, / a cisza w Duchu Świętym przenika nawet te najmniejsze listki. / Oto powstaję na nowo, utkana z Twego serca, Jezu”.
s. Maria Agnieszka od Dobrego Pasterza
Głos Ojca Pio 154/2025
– klaryska od wieczystej adoracji z Elbląga, od dwudziestu pięciu lat szczęśliwa siostra zakonna, adoratorka Przenajświętszego Sakramentu, w klasztorze służy jako mistrzyni nowicjatu, organistka i infirmerka.
Ks. Bosko czynił tak wiele, aby być z młodymi, dotrzeć do ich serca, towarzyszyć im w ich rozterkach, poszukiwaniach, wyborach i wszechstronnym rozwoju. Kolejne lata przynoszą zmiany w zachowaniach młodych ludzi. Następujące po sobie generacje młodzieży słuchają innej muzyki, inaczej się ubierają, mają inne telefony i komputery, stawiają na kierunki studiów różne od poprzedników, wprowadzają do używanego przez nich języka nowe słowa, uznają za przeżytek ich obyczaje, odrzucają miejsca, które tamci gremialnie nawiedzali, kolory, elementy ubioru, bez których urodzeni wcześniej nie mogli się obyć.
Łatwo jest powiedzieć „nie piję alkoholu”, gdy znajdujesz się w okolicznościach, które znasz. Trudniej w chwili, w której lampka wina wydaje ci się czymś naturalnym, wręcz sytuacyjnie wskazanym. Miałem ostatnio dość ciekawe doświadczenie. Zupełnie niespodziewanie dla mnie wyjechałem za granicę...
___________________