logo
Sobota, 24 lutego 2024 r.
imieniny:
Boguty, Bogusza, Macieja, Modesty, Etelberta – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marek Kita
Gdzie jest Boskie niebo? Poza wszystkim i wewnątrz wszystkiego
Więź
 
fot. Kadr z filmu „Między piekłem a niebem”, reż. Vincent Ward, USA 1998


Nie szukajmy Żyjącego w opłakiwaniu dawnych form pobożności. On nas wyprzedza, nie po to, by nam uciec, lecz żeby nas pociągnąć ku sobie.


Wyprzedza was do Galilei, tam Go zobaczycie, jak powiedział (Mk 16,7)

 

To nie jest tekst o wędrówce zmarłych w zaświaty. Raczej o przechodzeniu żywych ku transcendencji, która pozostaje wszechobecna. Ku Chrystusowi „napełniającemu wszystko we wszystkim” (panta en pasin, Ef 1,23) właśnie dlatego, że „wstąpił nad wszystkie niebiosa” (Ef 4,10). Bo gdzie właściwie jest Boskie niebo? Nigdzie i wszędzie, poza wszystkim i wewnątrz wszystkiego. Totalnie poza i absolutnie wewnątrz. Tam, gdzie Bóg.

 

Gdy mowa o cmentarzach, to chodzi nie tyle o listopadowe wizyty na grobach, ile raczej o religijne nawyki (osobiste i zbiorowe), które mogą być puste jak grób Jezusa. Nie spotkamy Żyjącego we wspomnieniach dawnych cudów, choć one mogą być punktem wyjścia. Nie szukajmy Go w opłakiwaniu dawnych form pobożności. On nas wyprzedza, nie po to, żeby nam uciec, lecz żeby nas pociągnąć i poprowadzić.

 

Powrót do Galilei, do zwyczajności, którą kiedyś nawiedził i rozświetlił, to nie jest cofnięcie się. To pójście dalej, w rozumieniu wcześniejszego etapu przygody z Nim. To przeżywanie starego po nowemu, zanim przyjdzie nam odkrywać szlaki zupełnie nowe. Bo Galilea w Ewangelii to nie tylko ziemia rodzinna uczniów (ich „stare śmieci”). To także pogranicze świata wiary, okrąg (hebr. galil) na obrzeżach Ziemi Świętej. To Galilea narodów (por. Mt 4,15), okręg pogan, miejsce styku światów.

 

Znacie drogę


Jak wiemy, Jezus podczas swej publicznej działalności „zamieszkał na pograniczu Zabulona i Neftalego” (Mt 4,13) – teoretycznie w Kafarnaum. Jednak wciąż wędrował po całym regionie tego styku świata żydowskiego z pogańskim. Umówienie się Zmartwychwstałego na spotkanie z uczniami właśnie tam wydaje się znaczące. Chrystus jest w naszym świecie mieszkańcem pograniczy. Przebywa i działa na styku Boskości i człowieczeństwa. Wiary i niewiary, światła i mroku, świętości i grzechu. Na styku, który jest wszędzie, bo „żyjemy, i poruszamy się, i jesteśmy” w Bogu będącym tyleż poza wszystkim, ile bezpośrednio wokół nas (por. Ps 139,5) oraz wewnątrz naszych jaźni (por. Iz 26,9).

 

A więc dokąd mamy iść, odsyłani do Galilei? Ten werset w Ewangeliach wydaje się refleksem historii, przetworzonej następnie teologicznie (bo Księgi są teologią zdarzeń, a nie ich reporterskim zapisem). Prawdopodobnie pierwszą reakcją uczniów na śmierć Mistrza była ucieczka do swej małej ojczyzny. Ale Pan ich wyprzedził i spotkał właśnie tam, gdzie chcieli znów po prostu łowić ryby (por. J 21,3). Tam dał im się wzobaczyć i oświecił ich co do sensu swej historii.

 

A potem posłał już nie tylko do świętej i zbłąkanej Jerozolimy, ale na całą oikoumene, zamieszkałą ziemię (por. Mt 24,14). Poza granice ziemi Przymierza (bo oferował Przymierze całej ziemi). Poza granice wcześniejszej teologii i pobożności, poza literę Prawa, w służbie jego Duchowi (por. 2Kor 4,6). Na duchową drogę „w całą prawdę” (en te aletheia pase, J 16,13), na schodzenie się wszystkich „do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do człowieczeństwa spełnionego, do miary dojrzałości Chrystusowej pełni” (Ef 4,13).

 

Którędy iść za Panem, wyprzedzającym nas na drodze ku Ojcu i ku ludziom, ku odkryciu człowieczeństwa skąpanego w Bogu i nasycanego Nim? Chrystus mówi: „Ja jestem drogą” (J 14,6). Do Bożego człowieczeństwa idzie się przez Chrystusa. Przeżywanego w sobie i innych, wypatrywanego, afirmowanego, naśladowanego.

 

Paweł pisze: „Ścigam, żeby pochwycić, skoro też zostałem pochwycony…” (Flp 3,12). Możemy osiągać stan przenikania się własnej egzystencji z egzystencją Chrystusa, skoro On już to dla nas osiągnął: przeżywa nas i wszystko, co nasze. Godząc się na życie Syna Bożego w naszym życiu, możemy uczyć się żyć wewnątrz Jego życia. Przejmując Jego ducha, mentalność, usposobienie, życiową mądrość (phronesis, por. Flp 2,5).

 

Nie wiemy dokąd


Paradoksem wędrówki w wierze, jej błogosławionym kłopotem, pozostaje fakt, że choć znamy drogę, to nie wiemy, dokąd prowadzi (por. J 14,5). Jesteśmy jak Abraham, który wyszedł ze znanych sobie okolic, nie wiedząc dokąd idzie (Hbr 11,8), choć wiedział, jakim szlakiem – szlakiem Świętej Obietnicy. Szedł za Głosem, który rozpoznał intuicyjnie, jak owca poznaje tembr głosu Pasterza (por. J 10,2-4).

 

Możemy iść za Jezusem jeśli Go znamy, to znaczy mamy jakieś doświadczenie (choćby w przeczuciu) „smaku” Jego dobroci, życzliwości, przyjaźni (por. Ps 34,6). Wtedy możemy Go rozpoznawać w przestrzeni myśli i zachowań. Wyczuwać, którędy przechodzi w gąszczu dylematów. Znamy drogę, jaką wytycza Jego charakter odczytywany z Ewangelii i smakowany w medytacji. Ale nie wiemy, jakimi meandrami konkretów nas poprowadzi. Bramy i ścieżki rozeznania – dialogu z Panem za pośrednictwem Ducha obecnego w Piśmie i sumieniu, wymowie zdarzeń, radach przyjaciół, mądrości wspólnoty wierzących – są wąskie i po ludzku nieoczywiste (por. Mt 7, 13-14), choć oferują równy grunt pod nogami (por. Ps 143,10).

 

Ten kłopot drogi w nieznane jest błogosławiony, bo wędrujemy w głąb Przyjaznej Tajemnicy, ku poznaniu/ doznaniu Tego, który nas zna od zawsze (por. Rz 8,29; 1Kor 13,12). Przeżywając Chrystusa, który przeżywa nas, wędrujemy ku sercu Jego bytu, przenikaniu się egzystencji Jego i Ojca (por. J 17,22.24). Przeżywając Go w naszych międzyludzkich relacjach, tych dobrych i tych trudnych, szukając Jego smaku w pokaleczonym człowieczeństwie, przemierzamy wieczystą Galileę.


Marek Kita
wiez.pl | 7 listopada 2023

Tekst ukazał się na stronie wiam.pl pod tytułem „Z naszych cmentarzy – dokąd?”. Obecny tytuł od redakcji Więź.pl

 
Zobacz także
Jacek Salij OP
Czy miłość małżeńska ma szansę na to, żeby nie zblaknąć albo i zgasnąć po śmierci pierwszego z małżonków? Czy małżonkowie mogą mieć nadzieję, że w życiu wiecznym nie tylko się spotkają, ale że również w niebie nadal będą związani ze sobą oblubieńczą miłością? Co więcej – że dopiero w niebie ich miłość rozkwitnie?
 
o. Mateusz Hinc OFMCap
Chrześcijaństwo przyniosło zasadniczą zmianę w sposobie postrzegania życia i jego komponentów. Dlatego pogląd dotyczący szczęścia powołujący się na logikę opartą na wierze w Jezusa Chrystusa jest ewidentnie inny, nowy i dla współczesnego świata nierzadko niezrozumiały. W konsekwencji logika chrześcijańskiego patrzenia na życie i szczęście jest nie za bardzo kochana, niechętnie przyjmowana i z trudnością przez świat rozumiana. Według niej bowiem szczęście jest na innym poziomie. Nie jest skoncentrowane na „ja”, ale na „ty”. 
 
Najczęściej mamy jakiś wspaniały pomysł – błogosławiony pomysł na swoje, albo na czyjeś życie. Potem zaczynamy go wprowadzać w życie, a gdy napotykamy trudności zaczynamy prosić Boga, żeby pomógł nam realizować naszą własną wolę. Próbujemy Mu wmówić, że przecież to Jego pomysł, albo że tak się złożyło lub buntujemy się, że przecież nie tak się umawialiśmy.  
 

___________________

 reklama
Działanie dobrych i złych duchów
Działanie dobrych i złych duchów
Krzysztof Wons SDS