logo
Czwartek, 11 czerwca 2026 r.
imieniny:
Barnaby, Benedykta, Flory, Feliksa – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Grzegorz Ginter SJ
Kontemplatywny w działaniu... ale jak?
Szum z Nieba
 
fot. Liana S | Unsplash (cc)


Problem, który zarysowałem w tytule jest bardzo stary, włącznie z tym, że począwszy od XVI wieku wiele zakonów przeżywało u swoich początków wewnętrzne tarcia na tym właśnie tle – czy jesteśmy bardziej kontemplatywni czy też bardziej apostolscy (czynni, aktywni). Wydaje się, że św. Ignacy z Loyoli w swoim słynnym haśle: "być kontemplatywnym w działaniu", postawił poprzeczkę bardzo wysoko. Do dziś próbują zmierzyć się z tym nie tylko pojedyncze osoby, lecz i całe wspólnoty, które szukają swojej tożsamości. Na czym więc polega owo bycie kontemplatywnym w działaniu?

 

Niewątpliwie jest to problem, który dotyka wielu chrześcijan: jak połączyć życie modlitewne z aktywnym życiem w świecie? Jakie należy mieć proporcje pomiędzy tymi dwoma rzeczywistościami, by życie było w pewnej „równowadze”? Być może niektórzy wprost by zapytali: ile czasu, konkretnie, potrzeba na jedno i na drugie by można było uznać, że życie jest w równowadze? Myślę, że problem potrzeba postawić trochę w innym miejscu i postaram się to teraz przybliżyć.

 

Trzeba najpierw powiedzieć, że pierwsze nieporozumienie, jakie tutaj znajdujemy to takie, że pod pojęciem kontemplacja rozumiemy wyłącznie czas modlitwy, skupienia i ciszy a pod pojęciem akcja rozumiemy wyłącznie działanie, aktywność (rozumianą najczęściej fizycznie), apostolstwo, produkcyjność, itp. Jednak w ten sposób, z jednej strony zawężamy nasze patrzenie, z drugiej strony koncentrujemy się na rzeczach mniej istotnych. Tak naprawdę najważniejsze w tym wszystkim jest serce, które kocha. To tutaj znajdziemy równowagę między akcją i kontemplacją.

 

Przybliżmy to sobie jeszcze bardziej. Kiedy zbytnio koncentrujemy się na tym, ile ma być w naszym życiu akcji a ile modlitwy, jest niebezpieczeństwo, że zniknie nam sprzed oczu Ten, dla którego to wszystko czynimy, sens naszej modlitwy i naszego działania – Chrystus. Aby więc prowadzić życie w równowadze pomiędzy kontemplacją a działaniem potrzebujemy zakochać się w Chrystusie, zanurzyć się w Nim całkowicie i poznawać Go. Jeśli znamy choć trochę Ćwiczenia Duchowe św. Ignacego to pamiętamy, że właśnie to jest jego główną troską i o to każe prosić na modlitwie w tygodniach od II do IV – o dogłębne poznanie Chrystusa, który dla mnie stał się człowiekiem, bym Go więcej kochał i bardziej szedł w Jego ślady [CD 104]. Nie ma innego celu, ani chrześcijańskiej modlitwy (kontemplacji), ani chrześcijańskiego działania (akcji), jak tylko Jezus Chrystus.

 

W centrum zawsze stoi Jezus Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel. Musimy naszą troskę przenieść z pytań o akcję i modlitwę na Niego. To czego potrzebujemy, jak to wyżej zaznaczyliśmy, to zakochać się w Nim, chcieć Go poznawać, żyć Jezusem na co dzień. Ta miłość przejawia się w trzech rzeczach, z których żadnego z nich nie może w naszym życiu zabraknąć, jeśli chcemy, by było ono prawdziwie chrześcijańskie:


- życie liturgiczne i sakramentalne w Kościele – bez tego fundamentu nie można mówić ani o prawdziwie chrześcijańskiej modlitwie (wpada w ryzyko bycia subiektywną i odłączoną od źródła), ani o prawdziwie chrześcijańskim działaniu (może skończyć się na czystym aktywizmie).
- czas spędzony na osobistej modlitwie w ciszy, osobisty dialog z Bogiem – ten dialog wprost wypływa z życia sakramentalnego i liturgicznego, ponieważ na modlitwie spotykamy się z tym samym Chrystusem, który daje nam się w liturgii i w sakramentach
- życie oddane innym (aktywne czynienie dobra) – które nie jest jakimkolwiek działaniem lecz na wzór Chrystusa, który całkowicie wydał się dla nas i za nas.

 

W pytaniu o akcję i kontemplację, o działanie i modlitwę i równowagę między nimi zawsze na pierwszym planie należy stawiać Chrystusa i naszą relację do Niego, nasze serce, miłość – nasze zakochanie w Nim i zaangażowanie w tą relację. Zaś to zakochanie i zaangażowanie realizuje się na tych trzech płaszczyznach, które przed chwilą przedstawiłem. Ale ciągle może padać pytanie: to ile czasu i jak ma wyglądać rozłożenie akcentów w życiu codziennym między modlitwą i działaniem? Odpowiedź na to pytanie jest zawsze indywidualna i znajduje się w naszej duszy – jedyne co potrzebujemy, to wsłuchać się w Ducha Świętego. Tego samego Ducha, który sprawia, że Chrystus staje się obecny w liturgii i w sakramentach, tego samego Ducha, który od środka porusza naszą modlitwę osobistą i modli się w nas, tego Ducha, który prowadzi nas z aktywną pomocą do potrzebujących sióstr i braci.

 

Kiedy naprawdę zakochamy się w Chrystusie i naszą miłość będziemy pokazywali w tych trzech płaszczyznach, Duch Święty sam nas pouczy o tym, gdzie znajduje się równowaga pomiędzy naszą osobistą modlitwą i naszym działaniem na rzecz innych. Każdy bowiem potrzebuje szukać własnej równowagi, nie można ustalić sztywnego kanonu dla wszystkich. Duch każdego z nas prowadzi po innych ścieżkach i ta równowaga będzie wyglądała inaczej w przypadku ukrytej za klauzurą karmelitanki, inaczej w przypadku zaangażowanego apostolsko jezuity, jeszcze inaczej w przypadku pracującego męża i ojca, czy żony i matki, itd. To wszystko dzieje się za sprawą Ducha Świętego, mieszkającego w nas, który sprawia, na bazie naszej miłości do Chrystusa, że nasza modlitwa staje się czynna (działająca) a nasze działanie (akcja) staje się kontemplacyjne, modlitewne.

 

Grzegorz Ginter SJ
Szum z Nieba | 29 maja 2007

 
Zobacz także
s. Rita od Chrystusa Sługi WNO

Modlitwa nie szuka spektakularnego sukcesu, lecz woli i bliskości Boga. Właśnie to pozorne milczenie Boga zaprasza do zrobienia jeszcze jednego kroku ku oddaniu się bez reszty, bezgranicznej wierze, niekończącemu się oczekiwaniu. Kto się modli, musi pozostawić Bogu zupełną wolność, by mówił, kiedy chce, by spełniał, co chce, by obdarzał, jak chce.

 
o. Herbert Alphonso SJ

Podstawowym tematem Biblii jest „wezwanie po imieniu”. Nie czas na to, by wymieniać wiele bogatych tekstów, które o nim mówią. Najprostszy wniosek, jaki się nasuwa, to ten, że nie jestem dla Boga jednym z wielu w tłumie, nie jestem dla Niego numerem pewnej serii, kartką z katalogu, lecz kimś niepowtarzalnie jedynym, ponieważ Bóg „zwraca się do mnie po imieniu”. Rzeczywistość tę można by nazwać „tożsamością osobową” lub „osobistym ukierunkowaniem życia”, albo moim „najgłębszym i najprawdziwszym "ja"”.

 
ks. Paweł Kłys
Życie księdza można podzielić na dwie części. Jedna z nich dotyczy pracy i posługi kapłańskiej wynikającej z przyjętych święceń, i jest to codzienność parafialna – Msza święta, konfesjonał, kancelaria, chrzty i pogrzeby oraz śluby. Druga część życia kapłana dotyczy pracy jako katecheta w szkole. 
 

___________________