Ewangelia Niedzieli Zmartwychwstania mówi wiele, nie używając wielu słów. Obok warstwy dosłownej jest tu ogromna warstwa symboliczna i duchowa – chciałoby się powiedzieć – jak na Jana Ewangelistę przystało.
Możemy zadumać się nad miłością Marii do Jezusa. Miłością, która sprawia, że nie może ona rozstać się z Nim nawet po śmierci. Z samego rana zmierza do grobu i pewnie sama nie wie, co tam zastanie. Na wejście do grobu pewnie nawet nie liczyła. Chciała po prostu być blisko. Wiara i miłość… Wiara to nie tylko kwestia wiedzy o Bogu. To musi być coś więcej…
Ewangelista Jan zaznacza, że Maria zobaczyła jedynie kamień odsunięty od grobu. Wcale nie zajrzała do wnętrza. Od razu pomyślała, że skradziono ciało Pana Jezusa. To całkiem logiczne myślenie i zachowanie – bo od razu pobiegła do Szymona i „drugiego ucznia”, aby donieść im o tej sytuacji. Zupełnie nie spodziewała się, że mogło się stać coś innego. Ta swoista „niewiara” w zmartwychwstanie… uwiarygadnia zmartwychwstanie! Uczniowie się tego naprawdę nie spodziewali!
Apostołowie, poinformowani przez Marię, udają się do grobu. Młodszy Jan jest szybszy. Dociera do grobu pierwszy, przed Piotrem. Jednak i on nie decyduje się wejść do wnętrza. Oddaje w ten sposób pierwszeństwo Piotrowi. Grób Pana Jezusa musiał być dla nich miejscem wyjątkowym i szczególnym. Zapewne przejmował lękiem i trwogą, być może przywoływał obrazy i wspomnienia związane z Panem, który tak nagle „odszedł”. Stąd może zarówno Maria, jak i Jan nie chcieli, nie czuli się godni, aby wejść ani nawet zajrzeć do środka.
Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie. (…) Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych. W końcu słyszymy opis triumfu wiary w zmartwychwstanie. Wiary, przeciwko której występuje tak wiele… Wiary, która jest taka krucha…
Bóg zostawia nam bardzo dużo miejsca na naszą niewiarę, a także przestrzeń do tego, aby każdy zdecydował, czy chce wejść do grobu i uwierzyć.
ks. Jarosław Bordiuk
Idziemy nr 14/2026
Bóg nieustannie szuka człowieka. Chce się z nim spotkać, wnieść w jego życie światło. Ale klucz do drzwi ludzkiego serca znajduje się w ręku człowieka. Przeszkody na drodze otwarcia się na Jezusa są liczne: od duchowej gnuśności, uznawania tylko tego, co widzialne, aż do odrzucenia Boga w imię wolności, racji rozumowych, świadomego trwania w zarozumiałości i zamknięcia się na duchowy wymiar życia.
W jaki sposób cielesność określa ludzką egzystencję? Co to znaczy, że „jestem ciałem”? To znaczy: jestem śmiertelny. To znaczy także: jestem podatny na cierpienie.
O ciele, śmierci i zmartwychwstaniu z Krzysztofem Michalskim rozmawia Dominika Kozłowska
Na podstawie analizy czterech Ewangelii mogliśmy w sposób jasny stwierdzić, że Jezus uważał siebie za „Jednorodzonego Boga, który jest w łonie Ojca” (J 1,18). Z uważnej lektury Ewangelii jasno wynika, że Jezus uważał siebie za Boga. Skoro sam Jezus mówił o sobie, że jest Bogiem, to nie ma żadnego uzasadnienia twierdzenie, że był tylko dobrym i uczciwym człowiekiem, który jako prorok i wielki nauczyciel powiedział wiele głębokich rzeczy.
___________________