logo
Wtorek, 01 grudnia 2020 r.
imieniny:
Blanki, Edmunda, Eligiusza, Natalii, Florencji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Cezary Sękalski
Rodzinny tor przeszkód
Głos Ojca Pio
 


"Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu" – z pewnością nieraz słyszeliśmy to  pesymistyczne porzekadło. A jednak wiele osób w założeniu rodziny upatruje swoją drogę do szczęścia. Jak wygląda to w rzeczywistości: rodzina jest problemem czy źródłem szczęścia i nadziei?
 
Moja droga do psychoterapii
 
Kiedy zacząłem posługiwać jako kierownik duchowy podczas rekolekcji ignacjańskich, niemal od początku tematem wielu moich rozmów z rekolektantami stał się dom rodzinny. Szybko okazywało się, że np. choroba alkoholowa któregoś z rodziców destrukcyjnie oddziaływała na dorastanie syna czy córki oraz na ich życie duchowe. Ciche dni między rodzicami z kolei pozostawiały w dziecku duży osad niepewności i niepokoju, który dawał o sobie znać także w życiu dorosłym. Jeszcze bardziej dramatyczne problemy poruszały dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców, które dzieliły się niepokojem, czy ich związek nie upodobni się do nieudanego małżeństwa rodziców... Rozmowy te uświadomiły mi, jak ważne jest swoiste "rozliczenie się" z mocnymi i słabymi stronami domu rodzinnego, aby z otwartą przyłbicą móc zmierzyć się z dorosłym życiem. 
 
Z czasem coraz częściej na rozmowy rekolekcyjne zaczęły trafiać do mnie osoby żyjące w małżeństwie, które oprócz problemów stricte duchowych nierzadko dzieliły się także swoimi trudnościami w relacjach małżeńskich i rodzinnych. Ktoś miał kłopoty z porozumieniem się ze współmałżonkiem w sprawach wydawałoby się tak trywialnych, jak remont kuchni. Ktoś inny dzielił się swoim niepokojem o relację męża z własną matką, która chciała mieć syna na każde zawołanie, co boleśnie spychało jego relację z żoną na drugi plan. Pojawiały się też rozmowy o relacjach przedmałżeńskich. Pewna dziewczyna żaliła się, że mężczyzna, z którym zamieszkała pełna nadziei na udany związek, przez lata nie kwapił się do oświadczyn, a potem zaczął coraz częściej okazywać swoje nią znudzenie. A kiedy się rozstali, pozostawał głuchy nawet na prośbę o pomoc w odesłaniu jej rzeczy... 
 
Słuchanie o tych życiowych problemach sprawiało, że nabierałem coraz większego doświadczenia w pomocy narzeczonym i małżonkom. Kolejną okazją do rozmów z ludźmi pozostającymi w związkach o przeżywanych przez nich trudnościach były organizowane wraz z żoną sesje "Małżeństwo. Powołanie czy przypadek. Duchowe fundamenty miłości małżeńskiej". 
 
Wreszcie nadszedł czas na podjęcie szkolenia psychoterapeutycznego. Dało mi ono nowe spojrzenie na rodzinę jako na system naczyń połączonych, w którym słabość jednego ogniwa nieodmiennie rzutuje na kondycję pozostałych członków rodziny. Z kolei praca psychoterapeuty w krakowskiej "Klinice małżeńskiej" (www.klinikamalzenska.pl), której dewizą jest: "Rozwiązujemy problemy – nie związki", stanowi dla mnie kolejną okazję do konkretnej pomocy małżonkom.
 
Wszystkie te doświadczenia każą mi patrzeć na narzeczeństwo, małżeństwo i rodzinę jak na swoisty tor przeszkód, który wymaga nie tylko niezwykłej determinacji, ale i umiejętności szukania porozumienia pomimo osobowych różnic, odmiennych historii życia i przeróżnych życiowych okoliczności.
 
Rodzinna prehistoria
 
Zanim powstanie rodzina, mamy do czynienia z parą stosunkowo młodych ludzi, którzy zakochują się z wzajemnością i zaczynają budować związek. Miłość zwykle kojarzona jest z emocjonalnymi wzlotami i burzliwą fascynacją, ale oprócz tego dwoje ludzi, którzy zaczynają być parą, musi wykonać ogromną pracę, żeby zbudować między sobą jedność duchową, intelektualną, emocjonalną, a z czasem i fizyczną. 
 
Różnice między kobietą i mężczyzną są tak duże, że potrzeba ogromnej uwagi, wrażliwości i wielu godzin dialogu, aby po różnych mimowolnych nieporozumieniach starać się na nowo odbudować utraconą jedność. Rozmowy o tym, jak różnie przeżywamy sytuacje konfliktowe, są bardzo ważne, bo wspólne życie, do którego zmierzają zakochani, wcale im takich wydarzeń nie oszczędzi. 
 
Zdobywanie umiejętności rozwiązywania konfliktów na tym etapie jest zatem bezcennym kapitałem gromadzonym na wspólną przyszłość. Po jakimś czasie spotykania się musi bowiem pojawić się pytanie: czy taki kształt związku, jaki udało się zbudować, jest satysfakcjonujący i może stać się podstawą relacji na resztę życia. Negatywna odpowiedź na to pytanie prowadzi albo do próby doskonalenia związku, albo do decyzji o rozstaniu. Sporo par rozstaje się na tym wstępnym etapie. I choć jest to zwykle bolesne doświadczenie, ma ono tę zaletę, że przysparza cennych doświadczeń, dając szansę na bardziej dojrzałą i udaną próbę budowania kolejnego związku.
 
Jeśli pogłębianie więzi następuje bez większych zakłóceń, emocje się stabilizują, co z kolei prowadzi do bardziej racjonalnej oceny sytuacji i stopniowego dojrzewania pary do wiążących decyzji na przyszłość. Tu bardzo pomocna może okazać się katolicka etyka ze swoim zaleceniem zachowania czystości przedmałżeńskiej, bo zbyt wczesne otwieranie się zakochanych na więź erotyczną i seksualną nie tylko może zaowocować przedwczesną ciążą, ale także utrudnia dopasowywanie się młodych ludzi na innych, ważniejszych płaszczyznach. Jeśli bowiem zabraknie jedności duchowej, intelektualnej i emocjonalnej, sama fascynacja erotyczna szybko się wypali i okaże się, że poza tym nic tych ludzi ze sobą nie wiązało...  
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Aleksandra Wojtyna
Bardzo dużo miejsca media głównego nurtu poświęcają czystości, a właściwie nieczystości. Skąd takie sformułowanie? Nie trzeba się jakoś bardzo wysilać, by móc stwierdzić, że to, z czym człowiek ma do czynienia, gdy sięga po pierwszą lepszą gazetę z wystawy kiosku czy włącza telewizor i natrafia na reklamy bądź programy publicystyczne, tudzież filmy, jest promocją pewnego stylu życia – stylu, który odbiega od tego, jaki życzyłby sobie na co dzień oglądać chrześcijanin.
 
 
Elżbieta Wiater
Nie spotkali się nigdy, jednak ich losy łączą się ze sobą. Gdyby nie konsekwencja ks. Karola Wojtyły, kto wie, czy orędzie przekazane przez s. Faustynę nie pozostawałoby nadal na „indeksie”. Jak więc to się stało, że kult Bożego Miłosierdzia obecnie kwitnie na całym świecie, a Dzienniczek kanonizowanej już s. Faustyny jest najczęściej tłumaczoną polską książką i na największą liczbę języków?
 
Fr. Justin
Od czasu do czasu daje znać o sobie mój praktyczny rozum: Czy faktycznie obecność Jezusa może być ukryta pod prostym znakiem Mszy świętej? Bóg miałby być tak blisko nas? Czy możemy Go tam osobiście spotkać?
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー