logo
Czwartek, 18 kwietnia 2024 r.
imieniny:
Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
kl. Bartłomiej Cipora
Szczególnie piękne charaktery
Królowa Różańca
 
fot. Mateusz Szpytma, The Risk of Survival, The Institute of National Remembrance 2009 | YadVashem.org


Z postulatorem procesu beatyfikacyjnego rodziny Ulmów, ks. dr. Witoldem Burdą, dyrektorem Wydziału ds. Kanonizacyjnych Archidiecezji Przemyskiej, rozmawia kl. Bartłomiej Cipora

 

Kolejne bardzo ważne wydarzenie w naszej Ojczyźnie to beatyfikacja rodziny Ulmów z Markowej [beatyfikacja odbyła się 10 września 2023 roku - przyp. red.]. Na początku proszę przedstawić naszym czytelnikom historię rodziny Józefa i Wiktorii Umów.

 

Józef i Wiktoria Ulmowie przyszli na świat w małej miejscowości Markowa k. Łańcuta. Józef pochodził z domu, gdzie było czworo rodzeństwa, jego rodzice żyli w niewielkim drewnianym domu. Źródłem utrzymania dla całej rodziny było trzyhektarowe gospodarstwo rolne. Jego rodzina była zwyczajna. Mama, zwłaszcza w ostatnich latach życia, codziennie chodziła do kościoła, modlono się wspólnie każdego dnia, śpiewano godzinki, rodzice należeli do Bractwa Żywego Różańca przy miejscowej parafii pw. św. Doroty w Markowej. Zatem w tym domu nadrzędną wartością była wiara, pokora, przywiązanie do pracy i tradycji katolickiej oraz szczególne zaangażowanie w życie parafialne. Józef przyszedł na świat w pięknej rodzinie, gdzie miłowano Pan Boga, bliźniego, szanowano ojczystą ziemię, która dla nich była czymś świętym.


Co wiemy o domu rodzinnym Wiktorii, przyszłej żony Józefa Ulmy?

 

Wiktoria Ulma z domu Niemczak była o 12 lat młodsza od Józefa Ulmy. Z zeznań świadków z procesu beatyfikacyjnego na poziomie diecezjalnym dowiadujemy się że była to rodzina liczna. Jeszcze do niedawna mieliśmy informację, że Wiktoria miała szóstkę rodzeństwa. Jednak w rzeczywistości było ich czernaścioro, w tym siódemka, która zmarła jako bardzo małe dzieci. Ponadto warto zaznaczyć piękne świadectwo o postawie moralnej rodziców Wiktorii, Jana i Franciszki z domu Kluz, co realizowało się w aktywnym udziale w życiu sakramentalnym oraz w życiu parafialnym. Kiedy Wiktoria miała 6 lat, zmarła jej mama i cały ciężar wychowania spadł na ojca Wiktorii, Jana, który przy pomocy swoich krewnych w piękny i odpowiedzialny sposób kontynuował dzieło wychowania swoich dzieci. Wiktoria uczyła się szczególnej atencji i wrażliwości na drugiego człowieka. W jej domu rodzinnym był zwyczaj, że nikt z tego domu nie wychodził głodny, a ponadto z okazji świat przygotowywano specjalną pomoc materialną dla ludzi potrzebujących. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na fakt, że mimo niełatwych warunków życia oraz panującej biedy byli w stanie wyjść naprzeciw człowieka potrzebującego. Również w przypadku Wiktorii widzimy osobę piękną, szlachetną, która w swoim domu rodzinnym otrzymuje niezwykły skarb wiary, który przekłada się na realia codziennego życia. A pewnym kryterium do tego jest okazywanie szacunku i miłości wobec drugiego człowieka.


Jakie były charaktery Józefa i Wiktorii?

 

Były to szczególnie piękne charaktery. O Józefie świadkowie we wspomnianym procesie mówią, że był bardzo otwarty na innych ludzi, a przy tym bezinteresowny, pracowity, dzielił się swoją wiedzą, a w swoim życiu był na nią otwarty. Był człowiekiem, który nie miał z nikim żadnego konfliktu, był bardzo serdeczny. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Markowej oraz odbyciu służby wojskowej uczestniczył w zajęciach w szkole rolniczej w Pilźnie, którą ukończył z wyróżnieniem. Jego szczególnym zainteresowaniem oraz pasją była fotografia. Na podstawie książek, które kupował, i prenumerowanych przez siebie czasopism samodzielnie skonstruował aparat fotograficzny. W swoich zdjęciach uwieczniał dzieje mieszkańców Markowej, a także wydarzenia z życia swojej rodziny. Przez mieszkańców był proszony o wykonywanie fotografii na wszelkiego rodzaju uroczystościach rodzinnych, wykonywał zdjęcia do dowodów osobistych. Wszystko to, co czynił, robił zawsze bezinteresownie i chętnie. Inną jego pasją była praca na roli. Samodzielnie prowadził hodowlę jedwabników, co na tamte czasy było czymś rzadko spotykanym. Starosta przeworski, dowiedziawszy się o tym, wyraził swoje uznanie wobec Józefa Ulmy.

 

Był ponadto nagradzany wszelkiego rodzaju dyplomami za swoją prace w dziedzinie sadownictwa. Warto przy tej okazji wspomnieć o założeniu przez niego pierwszej w Markowej szkółki jabłoni. W swojej szarej codzienności był człowiekiem nieprzeciętnym jak na tamte czasy. Ciągle chciał rozwijać swoje zdolności i talenty, które otrzymał od Pan Boga, w sposób mądry. Ponadto swoje zainteresowania poszerzał z dziedziny blacharstwa, ślusarstwa, stolarstwa, geografii, historii, języka niemieckiego (miał własny słownik) czy przez pogłębianie swojej wiedzy na temat swojego życia wiary.

 

Piękna też jest postawa Wiktorii, kobiety łagodnej, wrażliwej i otwartej na potrzeby innych. Sama również uczęszczała do szkoły powszechnej w Markowej. Następnie uczestniczyła w kursach organizowanych przez Uniwersytet Ludowy w Gaci. Wraz ze swoim mężem Józefem szczególną troską otoczyła dar wiary otrzymany na chrzcie świętym. Podobnie jak ich rodzice tak samo oni byli mocno zaangażowani w życie parafii oraz we wspólnoty tj. żywy różaniec, Związek Mszalny Diecezji Przemyskiej (w przypadku Józefa), KSM. To wszystko pokazuje nam, jak cenna była dla nich wiara.

 

Jak wyglądało ich małżeńskie życie?

 

Józef i Wiktoria Ulmowie pobrali się 7 lipca 1935 r. w Markowej. Małżeństwo pobłogosławił ks. Józef Przybylski, ówczesny wikariusz parafii Markowa. Ślubując sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską, opierali się na wierze w Pan Boga. Od tego momentu rozpoczął się kolejny etap ich drogi do świętości. Bardzo istotne dla nich było wzajemne wspieranie się w zwykłej codzienności życia, która opływała we wzajemny szacunek, uzupełnianie się. Wszystko, co robili, czynili w duchu odpowiedzialności za siebie nawzajem. Byli otwarci na dar nowego życia, jaki otrzymywali od Boga, z którym współpracowali w mądry i szlachetny sposób. To ich życie było naznaczone klimatem wiary. W ich domu wyczuwało się miłą, szlachetną i chrześcijańską atmosferę. To pokazuje, jak w tym domu było wiele dobroci i rodzinnego ciepła wobec siebie nawzajem oraz wobec dzieci.

 

Ze zdjęć zrobionych przez Józefa Ulmę możemy dowiedzieć się, że te dzieci były szczęśliwe, zadbane, uśmiechnięte, czuły się przyjęte i kochane przez swoich rodziców. Józef i Wiktoria piękni są jako rodzice. Wychowanie dzieci w dużej mierze spoczywało na Wiktorii, ponieważ to ona najwięcej czasu spędzała w domu. Józef oprócz pracy w gospodarstwie zajmował się wspomnianymi już zajęciami oraz trudził się wyprawianiem skóry, którą sprzedawał Żydom zarówno w Markowej, jak i niedalekim Łańcucie. Jest to tym samym piękne budowanie wzajemnej relacji, duchowości i jedności małżeńskiej poprzez wzajemną pomoc. Nie oskarżali się nawzajem, że obowiązki ich są nierówno rozdzielone. Tym bardziej nawzajem się szanowali i pomagali. To jest fundament ich relacji małżeńskiej. Wszyst­ko to wiązało się z codzienną modlitwą, coniedzielną i świąteczną mszą świętą. Warto tu podkreślić świadectwo pani Stanisławy Kuźniar, która podczas procesu beatyfikacyjnego zeznaje, jak widziała Józefa Ulmę, który wraz ze swoimi dziećmi klękał do wieczornej modlitwy. To prosta, ale niezwykła informacja, która pokazuje, jak ważna dla tej rodziny była wiara. Tak upływała ich codzienność aż do rozpoczęcia II wojny światowej.

 

Jak zmieniło się ich życie w momencie wybuchu II wojny światowej?

 

Prosta i spokojna codzienność diametralnie zmieniła się w momencie ataku hitlerowskich Niemiec na Polskę. Tym samym rozpoczęło się prześladowanie ludności narodowości żydowskiej oraz decyzja hitlerowskich Niemiec o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej. Prześladowania te są coraz bardziej bezwzględne i krwawe. Ta decyzja władz okupanta nastąpiła w styczniu 1941 roku. Ponadto warto zauważyć, że w Polsce za wszelką pomoc Żydom groziła bezwzględnie kara śmierci. Ta decyzja władz niemieckich nie ominęła rodziny Ulmów, która pod koniec 1942 r. przyjęła 8 przedstawicieli narodu żydowskiego z Łańcuta i Markowej. Dzielili z nimi dolę i niedolę oraz dzielili się swoimi dobrami. Przyjęli ich jako kogoś bliźniego. Gdzie w tym czasie znajdowali siłę? Głównie w Słowie Bożym. Oni w swoim życiu kierowali się miłością bliźniego niezależnie od pochodzenia czy wyznania. Świadczą o tym dwa fragmenty Pisma Świętego znalezionego po egzekucji na rodzinie Ulmów zaznaczone na czerwono przez Józefa Ulmę. Te fragmenty mówią o miłości bliźniego: werset z kazania na górze (Mt. 5, 46) oraz przypowieść o miłosiernym samarytaninie. To właśnie z powodu tego drugiego fragmentu nazywamy ich współczesnymi „Samarytanami Markowej”. Wielokrotnie Józef Ulma był przestrzegany, by nie przetrzymywał u siebie Żydów, bo będą z tego kłopoty. Ulma miał zawsze odpowiadać, że nie wyrzuci ich ze swojego domu, choćby z tego podstawowego powodu, że oni też są ludźmi oraz że nie potrafi im tak po prostu odmówić pomocy.

 

Rozmawiał kl. Bartłomiej Cipora
Królowa Różańca Świętego nr 61

 
Zobacz także
Cezary Sękalski
Trzeba przyjmować porażki jako sygnały granic i badać ich przyczynę. Poszukać jej także w sobie. Bo jeśli źródła wszelkich niepowodzeń zawsze usytuujemy poza sobą (np. wszystko tłumacząc cudzą złą wolą), to wtedy będziemy ciągle bić głową o ścianę.

O awansach, granicach i kryzysie półmetka z Elżbietą Sujak rozmawia Cezary Sękalski
 
Hagiographus
Brat Klaus - Mikołaj z Flüe - żył w czasach późnego średniowiecza i był typowym szwajcarskim - dość zamożnym - chłopem. Ożenił się w wieku 30 lat. Miał kochającą żonę i dziesięcioro dzieci. Choć nigdy nie chodził do szkoły, z uwagi na mądrość, roztropność, uczciwość i silny charakter powierzano mu ważne funkcje społeczne - był członkiem rady i sądu kantonu Obwalden...
 
Krzysztof Osuch SJ

Do życia z miłości Boga (i z miłością do Boga i do bliźnich) przynaglają nas różne racje. Św. Paweł wskazuje tę najważniejszą: miłość Chrystusa przynagla nas (2 Kor 5, 14). Św. Paweł przeszedł przyśpieszony „kurs” poznawania Jezusa i Jego miłości. My idziemy na ogół zwyczajną drogą poznawania Jezusa i Jego miłości. Smuci zatem, ale nie dziwi nadmiernie to, że jesteśmy na początku długiej drogi poznawania Boga, i że powoli odkrywamy, co kryje się w tym wspaniałym zdaniu – wyznaniu: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. 

 

___________________

 reklama
Działanie dobrych i złych duchów
Działanie dobrych i złych duchów
Krzysztof Wons SDS