logo
Czwartek, 11 czerwca 2026 r.
imieniny:
Barnaby, Benedykta, Flory, Feliksa – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Piotr Szymański
Wniebowstąpienie Pańskie. Kiedy nieobecność staje się obecnością
Przewodnik Katolicki
 
fot. Liane Metzler | Unsplash (cc)


Dla wielu chrześcijan tajemnica wniebowstąpienia budzi mieszane uczucia. Kościół głosi chwalebny i radosny triumf Chrystusa, a jednocześnie – podobnie jak apostołowie – uporczywie wpatrujemy się w niebo i pytamy: „Gdzie odszedł nasz Pan? Czy już Go z nami nie ma?”.

Pytania te wydają się całkowicie zrozumiałe. Jak bowiem pogodzić to, że Jezus jednocześnie jest i Go nie ma? W tym paradoksie jeszcze bardziej może nas zdumiewać reakcja apostołów opisana przez św. Łukasza. Skoro zmartwychwstały Jezus – który przez czterdzieści dni gromadził swoich uczniów, ukazywał się im, nauczał ich o królestwie Bożym i przygotowywał do misji – nagle „uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu” (Dz 1, 9), to moglibyśmy się spodziewać, że apostołowie będą smutni, osamotnieni, zagubieni i bezradni. Tymczasem Ewangelista zapisuje coś zupełnie przeciwnego: „Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, błogosławiąc Boga” (Łk 24, 52). Skąd ta radość? Czy w tej pozornej nieobecności Chrystusa możliwa jest Jego żywa i realna obecność?


Radość apostołów

Z całą pewnością wyniesienie Chrystusa „na prawicę Boga” (Dz 2, 33) nie spowodowało, że uczniowie czuli się opuszczeni. Kardynał Joseph Ratzinger, komentując ich reakcję, pisze: „Nie myślą, że Jezus odszedł od nich daleko i znikł w jakimś niedostępnym dla nich niebie. Są najwidoczniej pewni Jego nowej obecności. Mają pewność, że (...) Jezus jest teraz właśnie wśród nich obecny na nowy, pełen mocy sposób”. Ta niespodziewana i zaskakująca radość uczniów rozjaśnia nam istotę tajemnicy: wniebowstąpienie „nie jest odejściem w jakąś odległą strefę kosmosu, lecz jest trwałą bliskością, której uczniowie doświadczają tak głęboko, że rodzi się z niego nieprzemijająca radość” (J. Ratzinger). Wniebowstąpienie nie może być rozumiane jako zwykłe „odejście” czy „rozstanie się” z uczniami – wręcz przeciwnie, tajemnicze odejście Chrystusa oznacza nową formę Jego bliskości, „albowiem tak wstąpił, że od nas nie odszedł” (św. Augustyn). Zanim jednak zapytamy o kształt tej nowej obecności, zastanówmy się, czym w ogóle było wniebowstąpienie i co oznacza, gdy mówimy co niedzielę: „siedzi po prawicy Ojca”.


Realne i historyczne wydarzenie

Po pierwsze, kiedy św. Łukasz opisuje to wydarzenie, nie ma na myśli jakiejś symbolicznej czy czysto poetyckiej narracji, która z rzeczywistością ma niewiele wspólnego. Wręcz przeciwnie, cała tradycja katolicka zgodnie utrzymuje, że Chrystus, który wielokrotnie zapowiadał swoje odejście „aby przygotować nam miejsce” (por. J 14, 2), „na oczach świętej gromady uczniów” (św. Leon Wielki), a więc w sposób widzialny, „został wywyższony ponad niebiosa” (św. Augustyn). To widzialne uniesienie się Chrystusa było ostatnim Jego spotkaniem się w swym chwalebnym ciele z uczniami i od tej pory Jego cielesne manifestacje (chrystofanie) już więcej się nie powtórzyły: „Swojemu przebywaniu między nami w widzialnej postaci ciała położył kres, chciał bowiem pozostawać na prawicy Ojca aż dotąd, dopóki nie dokonają się czasy przeznaczone przez Boga na wzrost synów Kościoła, by wtedy przyjść w tym samym ciele, w jakim wstąpił na niebiosa sądzić żywych i umarłych” (św. Leon Wielki). Zatem wiara we wniebowstąpienie nie opiera się na jakiejś legendzie ani micie, lecz odnosi się do konkretnego historycznego wydarzenia, bez którego ta wiara rozmywa się i traci swój fundament.


Zmartwychwstanie a wniebowstąpienie

Po drugie, wbrew dość popularnemu dziś poglądowi, zgodnie z jasno ukazaną dynamiką wydarzeń opisanych przez św. Łukasza, należy wyraźnie odróżnić zmartwychwstanie i wniebowstąpienie jako dwa różne momenty: „Wniebowstąpienie Jezusa wyraźnie ma miejsce po cielesnym zmartwychwstaniu” (B. Pitre). Potwierdza to również Katechizm Kościoła katolickiego. Tajemnicze słowa Jezusa skierowane do Marii Magdaleny: „Jeszcze (...) nie wstąpiłem do Ojca” (J 20, 17), wskazują „na różnicę między ukazywaniem się chwały Chrystusa Zmartwychwstałego i chwały Chrystusa wywyższonego po prawicy Ojca. Historyczne, a zarazem transcendentne wydarzenie wniebowstąpienia określa przejście z jednej chwały do drugiej” (KKK 660). Z drugiej strony, oba wydarzenia są ze sobą ściśle związane i nie można ich rozdzielić. Wniebowstąpienie jest konsekwencją i wypełnieniem zmartwychwstania – jest ostatnim, uroczystym akordem objawiającym chwałę Syna Bożego i ogłaszającym Jego triumf nad grzechem i śmiercią.


Wywyższenie Chrystusa i nasze wywyższenie

Dlatego wniebowstąpienie jest przede wszystkim tajemnicą wywyższenia i uwielbienia Jezusa Chrystusa – intronizacją Boga-Człowieka, który jako Król królów, zwycięski Baranek, zasiadł na tronie po prawicy swojego Ojca w niebie: „Pan mocy, który objął panowanie nad wszystkim, który w sobie wszystko streścił, który we wszystkim ma pierwsze miejsce, który wszystko przywrócił do pierwotnego stanu – On jest Królem chwały” (św. Grzegorz z Nyssy). Można powiedzieć, że wniebowstąpienie było powrotem Chrystusa do swojego własnego domu, do pełni chwały u boku swego Ojca, dzięki czemu znalazł się u siebie, „w miejscu bardziej odpowiednim, co lepiej harmonizowało z Jego chwałą” (św. Tomasz z Akwinu).

Jednocześnie powrót Syna Bożego na tron „jest naszym wywyższeniem” (św. Leon Wielki). Pięknie o tym pisze syryjski poeta Cyryllonas z IV w., wkładając w usta Jezusa poruszające słowa: „Mój Ojciec czeka na mnie, aż wejdę i przyniosę ze sobą ciało i duszę, które uwięziły śmierć i diabła. Aniołowie czekają na mnie, aż wejdę i przyniosę ze sobą zabłąkaną owcę, która dzięki mojemu przyjściu znów się odnalazła. Oczekuje mnie niebo, aż przyjdę i przyniosę ze sobą ziemskie ciało, które stało się Bogiem przez łaskę. Oczekuje na mnie tron, aż wejdę i usiądę na nim, i pozwolę usiąść na nim uniżonemu Adamowi, który zostaje teraz ponownie wywyższony”. Sam Chrystus nauczał, że pożyteczne dla nas było Jego odejście (por. J 16, 7). W prefacji na uroczystość Wniebowstąpienia Kościół modli się, że Chrystus wstąpił do nieba, aby być „Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi”, „umocnić naszą nadzieję” i „dać nam udział w swoim bóstwie”. W tej samej prefacji wyznajemy jednocześnie wiarę w to, że Chrystus „wstępując do nieba nie porzucił nas w ludzkiej niedoli”. Wniebowstąpienie jest objawieniem nieskończonej miłości Boga i Jego nieustannego „bycia-dla” człowieka: „W spełnionej już historii człowieka Jezusa pozostaje On raczej na zawsze «tutaj dla» ludzi” (G.L. Müller). Wracamy zatem do pytania o tę nową formę obecności Chrystusa, ukrytą w wyrażeniu: „tutaj-dla”.


Gdybanie nie ma sensu, gdy dotyczy Boga. Wyobraźnia i zdolności przewidywania są ograniczone, a w związku z tym i teologia kontrfaktyczna niewiele wnosi do rozumienia Bożych decyzji. W wypadku wniebowstąpienia proponuję wyjątkowo postąpić odwrotnie.


Nowa obecność

Jak już wiemy, „odchodzący Jezus nie udaje się na jakąś odległą gwiazdę” (J. Ratzinger). Gdzie jest zatem zmartwychwstały i uwielbiony Jezus? Najprostsza odpowiedź brzmi: jest ze swym Ojcem. A ponieważ „Jezus jest u Ojca, to nie jest daleko: jest blisko nas” (J. Ratzinger). Rzeczywiście, Jego wejście we wspólnotę miłości, władzy i chwały z Bogiem Ojcem oznacza równocześnie panowanie nad wszelką przestrzennością, a tym samym oznacza Jego obecność nie w jakimś jednym miejscu we wszechświecie. „Prawica Boga”, gdzie zasiada Chrystus, jest tożsama z Boską obecnością – nieograniczoną żadną przestrzenią ani czasem. Dlatego Chrystus jest obecny wszędzie: „w całej historii i we wszystkich miejscach” (J. Ratzinger). Jest obecny wszędzie tam, gdzie jest wzywany, miłowany i gdzie działa Jego Święty Duch: „Duch Święty sprawia, że Chrystus, który odszedł, przychodzi – teraz i zawsze – w nowy sposób” (św. Jan Paweł II). Duch Święty poprzez swoje namaszczenie i uświęcające działanie rozsiewa wszędzie miłą woń obecności Chrystusa: „Duch jest miłą wonią i postacią Syna («figura Filii»)” (św. Atanazy).


Obecność bezcielesna?

Warto jednak zapytać: czy obecność Chrystusa i Jego panowanie nad światem urzeczywistniają się jedynie w sposób duchowy? Jednym z orędowników takiego poglądu był Jan Kalwin, który twierdził, że Chrystus jest wśród nas jedynie poprzez pośrednictwo Ducha Świętego, natomiast cieleśnie pozostaje wyłącznie „tam” – po prawicy Boga, w niedostępnej dla nas rzeczywistości. Według niego wszelka cielesna obecność Chrystusa pośród nas jest po wniebowstąpieniu niemożliwa – to, co jest możliwe, to jedynie Jego obecność bezcielesna i czysto duchowa. Niejako w odpowiedzi na twierdzenia Kalwina, już niebawem wyniesiony na ołtarze arcybiskup Fulton J. Sheen pisze: „Podczas swego publicznego życia powiedział swoim uczniom, że przyoblecze się w nowe ciało. Nie będzie ono fizyczne jak to, które przyjął od Maryi. To ciało jest teraz otoczone chwałą po prawicy Ojca”.
Mistyczne Ciało Chrystusa

Mamy zatem do czynienia z nową formą obecności cielesnej Chrystusa, która nie jest już fizyczna, lecz mistyczna i sakramentalna. Tym prawdziwym, mistycznym Ciałem Chrystusa jest Kościół: „Jezus Chrystus działa aktualnie za pośrednictwem Kościoła i uczniowie mogą Go osobiście doświadczać w rzeczywistości kościelnej wspólnoty” (G.L. Müller). Kościół jest nie tylko nowym Ludem Bożym i Oblubienicą Chrystusa, ale jest samym Chrystusem, jest przedłużeniem Jego wcielonej egzystencji w historii: „Kościół stanowi jedno z Chrystusem” (KKK 795). Jak zwięźle ujął to F.J. Sheen: „Mistyczne Ciało jest przedłużonym «Ja» Chrystusa. (…) Zatem Chrystus wciąż chodzi po ziemi, teraz w swoim Mistycznym Ciele, podczas gdy wówczas chodził w ciele fizycznym”. Chrystus jest obecny wszędzie tam, „gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w Jego imię” (por. Mt 18, 20), gdzie w Jego imię głoszone jest słowo Boże, gdzie tworzy się autentyczna wspólnota miłości z Bogiem i wiernych między sobą oraz gdzie realizuje się głębokie trwanie w Chrystusie: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać” (J 15, 4).
Obecność sakramentalna

W szczególny sposób Chrystus pozostaje wciąż obecny z nami w sakramentach świętych: „To więc, co było widzialne w naszym Zbawicielu, przeszło w sakramenty” (św. Leon Wielki). W ten sposób widzialna, fizyczna obecność Pana z czasów Jego ziemskiego życia przechodzi teraz w wymiar sakramentalnych znaków, spośród których w centralnym miejscu znajduje się Eucharystia – „najwspanialsza celebracja obecności Chrystusa” (B. Sesboüe), „tajemnica obecności, przez którą spełnia się w najwznioślejszy sposób obietnica Jezusa, że pozostanie z nami aż do skończenia świata” (św. Jan Paweł II). O tym też naucza Sobór Watykański II w konstytucji o liturgii świętej: „Aby urzeczywistnić tak wielkie dzieło, Chrystus jest obecny zawsze w swoim Kościele, zwłaszcza w czynnościach liturgicznych. Jest obecny w ofierze mszy świętej, tak w osobie celebrującego (…), jak zwłaszcza pod postaciami eucharystycznymi”. Takie widzenie Chrystusa nie jest możliwe bez światła wiary – tylko spojrzenie wiary pozwala nam zgiąć kolana i poddać się tej prawdzie, by wraz ze św. Tomaszem z Akwinu wyznać, „że w postaci chleba utaiłeś się”.


W mowie, którą Jezus wygłasza w Wieczerniku, padają zastanawiające, przynajmniej dla mnie, słowa: „Jeżeli nie odejdę, Paraklet nie przyjdzie do was” (J 16, 7a). Dlaczego zesłanie Ducha Świętego musiało być poprzedzone wniebowstąpieniem Pana?


Bliski „Nieobecny”

Pozorna nieobecność Wywyższonego Pana w wydarzeniu wniebowstąpienia jest w pewnym sensie takim ukryciem się Boga, który „właśnie w swoim ukryciu jest Kimś bliskim i potężnym, który jest zawsze ponad nami, a mimo to ciągle pośród nas” (J. Ratzinger). Wszyscy jesteśmy wezwani – w tym czasie pomiędzy „już” a „jeszcze nie” – do ciągłego szukania Tego, który pozwala się znaleźć i który jest i pozostaje z nami w swojej miłującej obecności „aż do skończenia świata”.

ks. Piotr Szymański
Przewodnik Katolicki 20/2026

 
Zobacz także
Tomasz Duszyc OFMCap
Gdy porównujemy się z bandytami, ludźmi molestującymi dzieci czy nawet sąsiadami, może wypadamy całkiem nieźle. Jednak w porównaniu z Jezusem Chrystusem, z Bożymi standardami, widzimy swoje braki. Somerset Maugham, angielski powieściopisarz i dramaturg, powiedział: „Gdybym zapisał każdą myśl, jaka się we mnie zrodziła, i każdy swój uczynek, ludzie nazwaliby mnie zdeprawowanym potworem”. 
 
Ignacy Kosmana OFMConv.

Rzecz ciekawa, św. Mikołaj nie skomercjalizował się na Wschodzie, pozostaje tam wciąż dobrym biskupem, mającym staranie o swych czcicieli; będącym dla nich światłem, które nadal rozprasza mroki współczesnego egoizmu. Nie sposób wyobrazić sobie prawosławnego domu bez jego ikony. Biskup ze Wschodu czerpał swą moc z serca. Współcześni Mikołajowie robią po prostu biznes; są do wynajęcia za pieniądze. Tak naprawdę niczego nie dają od siebie. Ich dobroczynność to po prostu show, za który płacą rodzice.

 
Ewa Owsiany
Może tylko tysiące wysłuchanych spowiedzi pozwalają im więcej wiedzieć o życiu, może namaszczenie chorych wyraźniej im uzmysławia, jak to jest, gdy w człowieku "rozpada się dom doczesnej pielgrzymki", może tysiące odprawionych Mszy świętych zbliża ich bardziej do prawdy o tym, że "choć nas zasmuca nieunikniona konieczność śmierci, znajdujemy pociechę w obietnicy przyszłej nieśmiertelności". Jak księża przeżywają swoją starość? Jak każdy z nas - myślę...
 

___________________