Dla wielu chrześcijan tajemnica wniebowstąpienia budzi mieszane uczucia. Kościół głosi chwalebny i radosny triumf Chrystusa, a jednocześnie – podobnie jak apostołowie – uporczywie wpatrujemy się w niebo i pytamy: „Gdzie odszedł nasz Pan? Czy już Go z nami nie ma?”.
Pytania te wydają się całkowicie zrozumiałe. Jak bowiem pogodzić to, że Jezus jednocześnie jest i Go nie ma? W tym paradoksie jeszcze bardziej może nas zdumiewać reakcja apostołów opisana przez św. Łukasza. Skoro zmartwychwstały Jezus – który przez czterdzieści dni gromadził swoich uczniów, ukazywał się im, nauczał ich o królestwie Bożym i przygotowywał do misji – nagle „uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu” (Dz 1, 9), to moglibyśmy się spodziewać, że apostołowie będą smutni, osamotnieni, zagubieni i bezradni. Tymczasem Ewangelista zapisuje coś zupełnie przeciwnego: „Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, błogosławiąc Boga” (Łk 24, 52). Skąd ta radość? Czy w tej pozornej nieobecności Chrystusa możliwa jest Jego żywa i realna obecność?
Radość apostołów
Z całą pewnością wyniesienie Chrystusa „na prawicę Boga” (Dz 2, 33) nie spowodowało, że uczniowie czuli się opuszczeni. Kardynał Joseph Ratzinger, komentując ich reakcję, pisze: „Nie myślą, że Jezus odszedł od nich daleko i znikł w jakimś niedostępnym dla nich niebie. Są najwidoczniej pewni Jego nowej obecności. Mają pewność, że (...) Jezus jest teraz właśnie wśród nich obecny na nowy, pełen mocy sposób”. Ta niespodziewana i zaskakująca radość uczniów rozjaśnia nam istotę tajemnicy: wniebowstąpienie „nie jest odejściem w jakąś odległą strefę kosmosu, lecz jest trwałą bliskością, której uczniowie doświadczają tak głęboko, że rodzi się z niego nieprzemijająca radość” (J. Ratzinger). Wniebowstąpienie nie może być rozumiane jako zwykłe „odejście” czy „rozstanie się” z uczniami – wręcz przeciwnie, tajemnicze odejście Chrystusa oznacza nową formę Jego bliskości, „albowiem tak wstąpił, że od nas nie odszedł” (św. Augustyn). Zanim jednak zapytamy o kształt tej nowej obecności, zastanówmy się, czym w ogóle było wniebowstąpienie i co oznacza, gdy mówimy co niedzielę: „siedzi po prawicy Ojca”.
Realne i historyczne wydarzenie
Po pierwsze, kiedy św. Łukasz opisuje to wydarzenie, nie ma na myśli jakiejś symbolicznej czy czysto poetyckiej narracji, która z rzeczywistością ma niewiele wspólnego. Wręcz przeciwnie, cała tradycja katolicka zgodnie utrzymuje, że Chrystus, który wielokrotnie zapowiadał swoje odejście „aby przygotować nam miejsce” (por. J 14, 2), „na oczach świętej gromady uczniów” (św. Leon Wielki), a więc w sposób widzialny, „został wywyższony ponad niebiosa” (św. Augustyn). To widzialne uniesienie się Chrystusa było ostatnim Jego spotkaniem się w swym chwalebnym ciele z uczniami i od tej pory Jego cielesne manifestacje (chrystofanie) już więcej się nie powtórzyły: „Swojemu przebywaniu między nami w widzialnej postaci ciała położył kres, chciał bowiem pozostawać na prawicy Ojca aż dotąd, dopóki nie dokonają się czasy przeznaczone przez Boga na wzrost synów Kościoła, by wtedy przyjść w tym samym ciele, w jakim wstąpił na niebiosa sądzić żywych i umarłych” (św. Leon Wielki). Zatem wiara we wniebowstąpienie nie opiera się na jakiejś legendzie ani micie, lecz odnosi się do konkretnego historycznego wydarzenia, bez którego ta wiara rozmywa się i traci swój fundament.
Zmartwychwstanie a wniebowstąpienie
Po drugie, wbrew dość popularnemu dziś poglądowi, zgodnie z jasno ukazaną dynamiką wydarzeń opisanych przez św. Łukasza, należy wyraźnie odróżnić zmartwychwstanie i wniebowstąpienie jako dwa różne momenty: „Wniebowstąpienie Jezusa wyraźnie ma miejsce po cielesnym zmartwychwstaniu” (B. Pitre). Potwierdza to również Katechizm Kościoła katolickiego. Tajemnicze słowa Jezusa skierowane do Marii Magdaleny: „Jeszcze (...) nie wstąpiłem do Ojca” (J 20, 17), wskazują „na różnicę między ukazywaniem się chwały Chrystusa Zmartwychwstałego i chwały Chrystusa wywyższonego po prawicy Ojca. Historyczne, a zarazem transcendentne wydarzenie wniebowstąpienia określa przejście z jednej chwały do drugiej” (KKK 660). Z drugiej strony, oba wydarzenia są ze sobą ściśle związane i nie można ich rozdzielić. Wniebowstąpienie jest konsekwencją i wypełnieniem zmartwychwstania – jest ostatnim, uroczystym akordem objawiającym chwałę Syna Bożego i ogłaszającym Jego triumf nad grzechem i śmiercią.
Wywyższenie Chrystusa i nasze wywyższenie
Dlatego wniebowstąpienie jest przede wszystkim tajemnicą wywyższenia i uwielbienia Jezusa Chrystusa – intronizacją Boga-Człowieka, który jako Król królów, zwycięski Baranek, zasiadł na tronie po prawicy swojego Ojca w niebie: „Pan mocy, który objął panowanie nad wszystkim, który w sobie wszystko streścił, który we wszystkim ma pierwsze miejsce, który wszystko przywrócił do pierwotnego stanu – On jest Królem chwały” (św. Grzegorz z Nyssy). Można powiedzieć, że wniebowstąpienie było powrotem Chrystusa do swojego własnego domu, do pełni chwały u boku swego Ojca, dzięki czemu znalazł się u siebie, „w miejscu bardziej odpowiednim, co lepiej harmonizowało z Jego chwałą” (św. Tomasz z Akwinu).
Jednocześnie powrót Syna Bożego na tron „jest naszym wywyższeniem” (św. Leon Wielki). Pięknie o tym pisze syryjski poeta Cyryllonas z IV w., wkładając w usta Jezusa poruszające słowa: „Mój Ojciec czeka na mnie, aż wejdę i przyniosę ze sobą ciało i duszę, które uwięziły śmierć i diabła. Aniołowie czekają na mnie, aż wejdę i przyniosę ze sobą zabłąkaną owcę, która dzięki mojemu przyjściu znów się odnalazła. Oczekuje mnie niebo, aż przyjdę i przyniosę ze sobą ziemskie ciało, które stało się Bogiem przez łaskę. Oczekuje na mnie tron, aż wejdę i usiądę na nim, i pozwolę usiąść na nim uniżonemu Adamowi, który zostaje teraz ponownie wywyższony”. Sam Chrystus nauczał, że pożyteczne dla nas było Jego odejście (por. J 16, 7). W prefacji na uroczystość Wniebowstąpienia Kościół modli się, że Chrystus wstąpił do nieba, aby być „Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi”, „umocnić naszą nadzieję” i „dać nam udział w swoim bóstwie”. W tej samej prefacji wyznajemy jednocześnie wiarę w to, że Chrystus „wstępując do nieba nie porzucił nas w ludzkiej niedoli”. Wniebowstąpienie jest objawieniem nieskończonej miłości Boga i Jego nieustannego „bycia-dla” człowieka: „W spełnionej już historii człowieka Jezusa pozostaje On raczej na zawsze «tutaj dla» ludzi” (G.L. Müller). Wracamy zatem do pytania o tę nową formę obecności Chrystusa, ukrytą w wyrażeniu: „tutaj-dla”.
Gdybanie nie ma sensu, gdy dotyczy Boga. Wyobraźnia i zdolności przewidywania są ograniczone, a w związku z tym i teologia kontrfaktyczna niewiele wnosi do rozumienia Bożych decyzji. W wypadku wniebowstąpienia proponuję wyjątkowo postąpić odwrotnie.
Nowa obecność
Jak już wiemy, „odchodzący Jezus nie udaje się na jakąś odległą gwiazdę” (J. Ratzinger). Gdzie jest zatem zmartwychwstały i uwielbiony Jezus? Najprostsza odpowiedź brzmi: jest ze swym Ojcem. A ponieważ „Jezus jest u Ojca, to nie jest daleko: jest blisko nas” (J. Ratzinger). Rzeczywiście, Jego wejście we wspólnotę miłości, władzy i chwały z Bogiem Ojcem oznacza równocześnie panowanie nad wszelką przestrzennością, a tym samym oznacza Jego obecność nie w jakimś jednym miejscu we wszechświecie. „Prawica Boga”, gdzie zasiada Chrystus, jest tożsama z Boską obecnością – nieograniczoną żadną przestrzenią ani czasem. Dlatego Chrystus jest obecny wszędzie: „w całej historii i we wszystkich miejscach” (J. Ratzinger). Jest obecny wszędzie tam, gdzie jest wzywany, miłowany i gdzie działa Jego Święty Duch: „Duch Święty sprawia, że Chrystus, który odszedł, przychodzi – teraz i zawsze – w nowy sposób” (św. Jan Paweł II). Duch Święty poprzez swoje namaszczenie i uświęcające działanie rozsiewa wszędzie miłą woń obecności Chrystusa: „Duch jest miłą wonią i postacią Syna («figura Filii»)” (św. Atanazy).
Obecność bezcielesna?
Warto jednak zapytać: czy obecność Chrystusa i Jego panowanie nad światem urzeczywistniają się jedynie w sposób duchowy? Jednym z orędowników takiego poglądu był Jan Kalwin, który twierdził, że Chrystus jest wśród nas jedynie poprzez pośrednictwo Ducha Świętego, natomiast cieleśnie pozostaje wyłącznie „tam” – po prawicy Boga, w niedostępnej dla nas rzeczywistości. Według niego wszelka cielesna obecność Chrystusa pośród nas jest po wniebowstąpieniu niemożliwa – to, co jest możliwe, to jedynie Jego obecność bezcielesna i czysto duchowa. Niejako w odpowiedzi na twierdzenia Kalwina, już niebawem wyniesiony na ołtarze arcybiskup Fulton J. Sheen pisze: „Podczas swego publicznego życia powiedział swoim uczniom, że przyoblecze się w nowe ciało. Nie będzie ono fizyczne jak to, które przyjął od Maryi. To ciało jest teraz otoczone chwałą po prawicy Ojca”.
Mistyczne Ciało Chrystusa
Mamy zatem do czynienia z nową formą obecności cielesnej Chrystusa, która nie jest już fizyczna, lecz mistyczna i sakramentalna. Tym prawdziwym, mistycznym Ciałem Chrystusa jest Kościół: „Jezus Chrystus działa aktualnie za pośrednictwem Kościoła i uczniowie mogą Go osobiście doświadczać w rzeczywistości kościelnej wspólnoty” (G.L. Müller). Kościół jest nie tylko nowym Ludem Bożym i Oblubienicą Chrystusa, ale jest samym Chrystusem, jest przedłużeniem Jego wcielonej egzystencji w historii: „Kościół stanowi jedno z Chrystusem” (KKK 795). Jak zwięźle ujął to F.J. Sheen: „Mistyczne Ciało jest przedłużonym «Ja» Chrystusa. (…) Zatem Chrystus wciąż chodzi po ziemi, teraz w swoim Mistycznym Ciele, podczas gdy wówczas chodził w ciele fizycznym”. Chrystus jest obecny wszędzie tam, „gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w Jego imię” (por. Mt 18, 20), gdzie w Jego imię głoszone jest słowo Boże, gdzie tworzy się autentyczna wspólnota miłości z Bogiem i wiernych między sobą oraz gdzie realizuje się głębokie trwanie w Chrystusie: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać” (J 15, 4).
Obecność sakramentalna
W szczególny sposób Chrystus pozostaje wciąż obecny z nami w sakramentach świętych: „To więc, co było widzialne w naszym Zbawicielu, przeszło w sakramenty” (św. Leon Wielki). W ten sposób widzialna, fizyczna obecność Pana z czasów Jego ziemskiego życia przechodzi teraz w wymiar sakramentalnych znaków, spośród których w centralnym miejscu znajduje się Eucharystia – „najwspanialsza celebracja obecności Chrystusa” (B. Sesboüe), „tajemnica obecności, przez którą spełnia się w najwznioślejszy sposób obietnica Jezusa, że pozostanie z nami aż do skończenia świata” (św. Jan Paweł II). O tym też naucza Sobór Watykański II w konstytucji o liturgii świętej: „Aby urzeczywistnić tak wielkie dzieło, Chrystus jest obecny zawsze w swoim Kościele, zwłaszcza w czynnościach liturgicznych. Jest obecny w ofierze mszy świętej, tak w osobie celebrującego (…), jak zwłaszcza pod postaciami eucharystycznymi”. Takie widzenie Chrystusa nie jest możliwe bez światła wiary – tylko spojrzenie wiary pozwala nam zgiąć kolana i poddać się tej prawdzie, by wraz ze św. Tomaszem z Akwinu wyznać, „że w postaci chleba utaiłeś się”.
W mowie, którą Jezus wygłasza w Wieczerniku, padają zastanawiające, przynajmniej dla mnie, słowa: „Jeżeli nie odejdę, Paraklet nie przyjdzie do was” (J 16, 7a). Dlaczego zesłanie Ducha Świętego musiało być poprzedzone wniebowstąpieniem Pana?
Bliski „Nieobecny”
Pozorna nieobecność Wywyższonego Pana w wydarzeniu wniebowstąpienia jest w pewnym sensie takim ukryciem się Boga, który „właśnie w swoim ukryciu jest Kimś bliskim i potężnym, który jest zawsze ponad nami, a mimo to ciągle pośród nas” (J. Ratzinger). Wszyscy jesteśmy wezwani – w tym czasie pomiędzy „już” a „jeszcze nie” – do ciągłego szukania Tego, który pozwala się znaleźć i który jest i pozostaje z nami w swojej miłującej obecności „aż do skończenia świata”.
ks. Piotr Szymański
Przewodnik Katolicki 20/2026
Rzecz ciekawa, św. Mikołaj nie skomercjalizował się na Wschodzie, pozostaje tam wciąż dobrym biskupem, mającym staranie o swych czcicieli; będącym dla nich światłem, które nadal rozprasza mroki współczesnego egoizmu. Nie sposób wyobrazić sobie prawosławnego domu bez jego ikony. Biskup ze Wschodu czerpał swą moc z serca. Współcześni Mikołajowie robią po prostu biznes; są do wynajęcia za pieniądze. Tak naprawdę niczego nie dają od siebie. Ich dobroczynność to po prostu show, za który płacą rodzice.
___________________