logo
Poniedziałek, 19 lutego 2018 r.
imieniny:
Bettiny, Konrada, Mirosława, Arnolda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Magdalena Pajkowska
Nie bądź gapą... odpakuj paczkę
tak rodzinie
 


Naucz się rozumieć, co ktoś do ciebie mówi, a życie stanie się prostsze! Każdy komunikat jest jak zapakowana paczka.

Z o. Tomaszem Gajem OP rozmawia Magdalena Pajkowska.

Po co rozmawiać?
 
To pytanie, na które odpowiedź wydaje się tak oczywista, że aż trudna. Bez rozmowy nie ma porozumienia, nie ma komunikacji. Jeśli nie byłoby komunikacji, każdy żyłby osobno, nie udałoby się nam nic zrobić, nie stworzylibyśmy żadnych więzi. Świat byłby okropny. Cywilizacja jest przecież dziełem wspólnego wysiłku, jest efektem komunikacji.
 
Dlaczego się komunikujemy – wymieniamy myśli, informacje czy emocje?

To zależy – każdy komunikat to taka zapakowana paczka. Zawiera w sobie cztery poziomy. Poziom treści – najczęściej na to zwracamy uwagę, szkoła uczy, by skupiać się na informacji. Poziom ujawnienia siebie, czyli co czuję, myślę o sprawie, o której mówię. Poziom relacji, czyli odniesienie do tego, jaka relacja łączy mnie z rozmówcą i co o nim myślę. Poziom apelu, czyli prośbę o to, by ktoś coś robił albo czegoś nie robił.
 
Musi być też odbiorca i nadawca tej „przesyłki”. Co jest jeszcze potrzebne, by się porozumieć?

Przykład. Przychodzi do mnie ktoś umówiony na konkretną godzinę. Mówi: „Czekam na ciebie pięć minut”. Zobaczmy te cztery poziomy. Treścią komunikatu jest informacja, że czeka pięć minut. Poziom neutralny. Ale na poziomie ujawniania siebie ktoś może mówić, że jest zły, bo musiał czekać pięć minut. Jest też poziom tego, co to zdanie mówi o naszej relacji: „Nie lubię, jak się spóźniasz, nie mogę na tobie polegać”. I poziom apelowy: „Nie spóźniaj się więcej”.
 
Jedno zdanie nadawcy – cztery płaszczyzny komunikatu.
 
Tak. Taki komunikat dociera do odbiorcy. On także nie odbiera tego jednorodnie. Odbiorca słucha jakby czworgiem uszu. W zależności, które ucho ma najbardziej wyczulone, tym uchem odbiera najczęściej komunikaty, które do niego docierają.
 
Wyczulone czy wyrobione?
 
System edukacyjny wyrabia nam ucho informacyjne. Natomiast jeśli chodzi o stosunki społeczne, to najczęściej mamy wyczulone ucho relacyjne, nazywane uchem drażliwym. Zdanie: „Czekam na ciebie pięć minut” słyszane różnymi uszami znaczy co innego. Ucho relacyjne usłyszy: „Nie mogę na tobie polegać”. Ucho apelowe: „Nie spóźniaj się więcej!”. Z kolei ucho ujawniania siebie, czyli terapeutyczne, usłyszy: „Osoba, która na mnie czeka, jest zła, nie podoba jej się to, że się spóźniam”.
 
Konflikt pojawia się, gdy rozmówcy porozumiewają się na dwóch różnych płaszczyznach. Ktoś chce po prostu powiedzieć, że chwilę czeka, a ja odbieram to jako atak. On nadaje na płaszczyźnie informacyjnej, a ja słucham tego uchem relacyjnym, drażliwym. Dopowiadam sobie coś, co nie zostało powiedziane i nie było intencją mówiącego. Problem polega na złym odczytaniu płaszczyzny komunikatu.
 
Porozumienie jest więc dostrojeniem uszu do rozmówcy?
 
Tak, dobra komunikacja jest wtedy, gdy uszu używamy w sposób elastyczny, podążając za rozmówcą i sytuacją. Wtedy reagujemy adekwatnie, unikając nieporozumienia.
 
Czy komunikacja niewerbalna – gesty, mimika – pomaga nam w odczytaniu tego, co rozmówca miał na myśli?
 
Może, ale nie musi. Bo czasem nie ma spójności między gestem a słowem. Pytam kogoś: „Jak się czujesz?”, a ktoś ze smutną miną mówi: „Świetnie”. Wtedy rozmówca nie wie, jak reagować: na to, co widzi, czy na to, co słyszy. Szybciej, bardziej intuicyjnie reagujemy na komunikaty niewerbalne. Są bardziej pierwotne. Dziecko uczy się najpierw komunikacji niewerbalnej.
 
Problemem są też komunikaty nie wprost, np. aluzje. Słuchający nie wie, czy reagować na żart czy na złośliwość. Żona ugotowała obiad, mąż nic nie mówi. Potem idą odwiedzić znajomych, jedzą jakąś potrawę, a on mówi: „O, jakie to dobre! To prawie takie jak ty, kochanie, ugotowałaś”. I się śmieje. Żona nie wie, jak na to zareagować. Pyta: „Jak to? To nie smakowało ci to, co ugotowałam?”. Wtedy mąż może wycofać się ze złośliwości, pozostając w konwencji żartu: „Kochanie, na żartach się nie znasz? Jesteś przewrażliwiona”. Wtedy żona jest uwięziona w sytuacji, z której nie może wyjść. Cokolwiek powie, będzie przegrana. To, niestety, często spotykana forma komunikacji małżeńskiej – taka publiczna aluzja…
 
Jak zatem odpakowywać aluzję? To zależy od poczucia humoru czy od pewności siebie?
 
Rozpakowując aluzję, można spytać: „Co masz na myśli?”. Wtedy ktoś musi się określić, czy powiedzieć mi wprost swoje zdanie czy wycofać się.
 
W tej sytuacji trzeba wykazać się odwagą. Nie uciekam, ale staję twarzą w twarz z przeciwnikiem.
 
Tak, bo ta aluzja jest zawoalowaną konfrontacją. Można albo przeżuwać docinek w środku, albo jasno stanąć do konfrontacji. Podobnie w sytuacji, gdy w paczce komunikatu kryje się… bomba. Trzeba ją odpakować bez udawania, że dostaliśmy piękny prezent. Wyobraźmy sobie, że ciocia przychodzi na kolację. Są rodzice, dzieci i jeden nastolatek. Ciocia mówi: „Bo tej dzisiejszej młodzieży w głowach się poprzewracało!”. To komunikat do nastolatka. Ciocia przy kolacji dała chłopakowi bombę. Można zareagować na to albo ulegle, uszy po sobie, albo agresywnie, albo może odpakować starannie tę paczkę i zapytać: „Mówisz o nastolatkach, ja też jestem nastolatkiem, co chcesz mi przez to powiedzieć?”. Rozpakował bombę i ją rozbroił. 
 
1 2  następna
Zobacz także
Rozmowa z ks. Marianem Rajchelem
Przyznam się, że dla mnie posługa egzorcysty jest teologią praktyczną, której w seminarium nie było. Dzięki niej wiele douczyłem się o Bogu, o człowieku i złym duchu. To nie jest tylko problem dręczeń. Ile satanizmu jest w naszym życiu społecznym, narodowym, a nawet kulturalnym. Ile kłamstw, obłudy...
 
Joanna Świątkiewicz
Nie wierzę w przypadek. To znaczy uważam, że przypadek to inna nazwa na działanie Pana Boga albo czegoś więcej, co przekracza zdolności pojmowania naszego rozum. Używamy tego pojęcia, gdy nie umiemy zachodzących zdarzeń zrozumieć i wytłumaczyć. Czasami ten "przypadek" jest zastanawiający, daje nam do myślenia. 

– mówi podróżnik Marek Kamiński w rozmowie z Joanną Świątkiewicz
 
Jadwiga Knie-Górna
Pewnie niewielu rodziców wie, że zbieranie słodyczy przez dzieci wywodzi się z pogańskich zabobonów, według których ma to chronić przed złością złych duchów. Niewinna zaś z pozoru wydrążona dynia jest z kolei pozostałością po zwyczaju rzeźbienia wizerunku demonów, których rolą było odstraszanie wszelakich nieszczęść...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama