logo
Środa, 20 czerwca 2018 r.
imieniny:
Bogny, Rafaeli, Rafała, Benigny, Florentyny, Sylweriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
s. Wioletta Ostrowska CSL
Odnalazłem Boga
Różaniec
 


Zagrał w ponad 30 filmach, m.in.: „Szwadron”, „Dama kameliowa”, „Demony wojny wg Goi”, „Popiełuszko. Wolność jest w nas”, „Ranczo Wilkowyje”, „Prawo miasta”, „Karol. Człowiek, który został papieżem”. Rozmowa z Radosławem Pazurą aktorem, mężem aktorki Doroty Choteckiej i ojcem 7-letniej Klary.
 
Jak się rozpoczęła Pana droga powrotu do Boga? W 2003 r. doszło do wypadku samochodowego, w którym zginął Pana kolega, a Pan długo walczył o życie. To był początek dużych zmian…
 
To Pan Bóg do mnie przyszedł, „zapukał” w niezrozumiały dla mnie sposób, „podkładając nogę”, bo – jak wyjaśnia ks. bp Zbigniew Kiernikowski w książce Dobra Nowina dla grzesznika – Pan Bóg czasami działa wręcz brutalnie. To było dla mnie bardzo trudne, ale On był ze mną i bardzo mi pomagał, stawiając na mojej drodze odpowiednich ludzi, sytuacje i wydarzenia, które pomagały mi zrozumieć, że to wszystko pochodzi od Niego.
 
Czasem mamy wrażenie, że to, co nas spotyka, jest obiektywnym złem. Wydaje mi się, że takim złem był wypadek. Pan Bóg go dopuścił, ale i sprawił, że to był w moim życiu punkt zwrotny. A widocznie na kogoś takiego jak ja nie można było zadziałać inaczej. Okres po wypadku, kiedy byłem zmuszony leżeć, często w samotności, w bólu i cierpieniu, dał mi szansę, by zajrzeć w głąb siebie i zadać sobie podstawowe pytania: kim jestem? co robię? dlaczego żyję? jaki jest sens życia? I tak się zaczęła powoli moja „przygoda” nawracania się. Wydaje mi się, że ten proces trwa i będzie trwał, bo taki jest chyba sens naszego życia, żeby się ciągle nawracać.
 
Czyli właśnie to trudne wydarzenie zaowocowało taką przemianą i początkiem czegoś nowego? Kto konkretnie stanął na tej drodze?
 
Zaczęło się tak naprawdę od mojej obecnej żony, Doroty. W momencie krytycznym, gdy leżałem w śpiączce w szpitalu na OIOM-ie, ona była cały czas przy mnie. Być może wtedy Dorota po raz pierwszy prawdziwie się modliła. Zamknęła się w pokoju i zmagała się ze sobą, z Panem Bogiem, z życiem. Były pretensje, błagania, żal za to, co zrobiliśmy, za to, jak żyliśmy. Płakała, krzyczała, nawet bluźniła. I właśnie w tym dialogu z Panem Bogiem wszystko zaczęło wydawać się jasne – co jest czarne, a co białe. Dorota była wyczerpana. Na końcu powiedziała, że jeżeli Pan Bóg ma mnie zabrać, to prosi tylko o jedno, by On nauczył ją z tym żyć. Pierwszy raz pojechała spokojna do domu. Na drugi dzień obudził ją telefon od pani doktor, która poinformowała, że jest dobrze i że będą mnie wybudzać ze śpiączki. Teraz z perspektywy czasu można to nazwać cudem. To była dla nas wielka łaska.
 
Wierzę, że działania ratowniczo-rehabilitacyjne i modlitwa Doroty przyczyniły się do tego, że otrzymałem na nowo dar życia. Wiem, że jestem komuś potrzebny, i wierzę, że ta łaska ma być w moim życiu zadaniem.
 
Jakie Pan widzi późniejsze konsekwencje tego otwarcia się na Boga?
 
Wróciłem do domu. Czekała mnie ciężka praca powrotu do zdrowia. Modlitwa Doroty była dla mnie bardzo ważna w tym zmaganiu, opowiedziała mi o niej; w ciągu kilku godzin przeanalizowała 13 lat naszego wspólnego życia. To był przyspieszony kurs odróżniania dobra od zła. Dzięki jej słowom odnalazłem siebie. Uświadomiłem sobie, że przecież jestem katolikiem – przyjąłem sakramenty: chrztu, Eucharystii i bierzmowania, a teraz znajduję się tak daleko od Boga… W tym czasie Pan Bóg pomagał mi w różny sposób, także przez książkę o św. Ignacym Loyoli. Zaciekawiła mnie historia tego rycerza, który w bitwie został ranny w nogę. Imponowało mi jego męstwo. I wtedy – tak jak on – w Jezusie Chrystusie zobaczyłem prawdziwego mężczyznę i rycerza.
 
A On podsyłał kolejne osoby, które pomogły Panu powrócić na drogę żywej wiary i praktyk religijnych?
 
Dokładnie tak. Pojawiły się siostry klauzurowe – klaryski kapucynki, które, jak się okazało, są naszymi sąsiadkami. Jedna z nich – s. Grażyna – była razem ze mną na fizykoterapii. Poprosiła mnie, bym podwiózł ją do domu. Pan Bóg mnie zna, wiedział, że przez grzeczność nie odmówię. I tak się zaczęło. Najpierw rozmowy w samochodzie, później wizyty w klasztorze, spotkania. Powoli odkrywałem piękno Kościoła, w którym chciałem się zakorzenić. Konsekwencją tego był sakrament małżeństwa. Świadomość wagi tego sakramentu sprawiła, że chcieliśmy przeżyć go właściwie. Chcieliśmy się dobrze przygotować, zrobić porządek ze sobą. Bardzo pomogły nam w tym siostry, także wspaniali kapucyni i franciszkanie, i wiele innych osób, którym jesteśmy wdzięczni.
 
Otrzymaliśmy też łaskę odwagi stanięcia przed Panem Bogiem w sakramencie pokuty i pojednania. To było dla mnie niezwykłe wydarzenie! Z perspektywy czasu widzę, że był to punkt zwrotny, szansa na rozpoczęcie życia zupełnie od nowa, w czystości.
 
I jak dalej Pan Bóg prowadził?
 
Zaczęliśmy się starać o dziecko. Byliśmy już w słusznym wieku, żona miała koło czterdziestki… Odczuwaliśmy wielki lęk i strach, świadomi błędów, które popełniliśmy, i naszej grzeszności. Pomagało nam przekonanie, że dla Pana Boga wszystko jest możliwe, z Nim wszystko można pokonać, choć zło osaczało nas z wielu stron, objawiało się różnymi atakami, np. namowami na in vitro. Stawiliśmy temu zdecydowany opór. Szukaliśmy pomocy w sakramentach. W intencji naszego przyszłego dzieciątka pielgrzymowaliśmy do miejsc świętych, zamawialiśmy Msze święte, byliśmy cały czas w stanie łaski uświęcającej. Przestrzegaliśmy także zaleceń lekarzy. Ze wszystkich stron próbowano nas wciągać w zło. Ale wielu ludzi otaczało nas modlitwą i Pan Bóg dał nam siłę, by nie zwątpić i czekać. W najmniej oczekiwanym momencie, gdy byliśmy już u kresu sił w naszym staraniu się o dziecko, poczęła się Klara. Był to dla nas dowód, że Pan Bóg wie, kiedy jest najlepszy czas.
 
Widzę, że ma Pan na ręku różaniec, czy to przypadek?
 
Codziennie modlę się na różańcu. Ostatnio modliłem się także Nowenną pompejańską w intencji chorej osoby z naszej rodziny. Wsparci modlitwą przyjaciół i ludzi dobrej woli otrzymaliśmy niezwykłą łaskę. Moc tej nowenny jest niesamowita! Choć odmówienie jej jest wymagające. Modlitwa różańcowa to mocny oręż, na który zawsze możemy liczyć. Gdy zapytano o. Pio, co jest jego największą bronią w walce ze złem, odpowiedział, że niezawodną bronią jest różaniec. Zgadzam się z tym i też to odkrywam. Od roku jesteśmy z żoną w róży różańcowej i otaczamy modlitwą naszą córkę i inne dzieci. Oboje podjęliśmy się duchowej adopcji dziecka poczętego zagrożonego zagładą, w tej intencji codziennie odmawiamy dziesiątek różańca. Należę także do krucjaty różańcowej za Ojczyznę. Zachęcam wszystkich, by modlili się na różańcu, bo ta modlitwa ma niezwykłą moc.
 
 
Rozmawiała s. Wioletta Ostrowska CSL 
 
Zobacz także
Monika Kacprzak
Misje w Libii nie są takimi misjami w ścisłym znaczeniu jak misje w tzw. Czarnej Afryce czy Ameryce Południowej, dlatego że Afryka Północna to kraje arabskie, muzułmańskie. Nasza praca początkowo polegała na posłudze obcokrajowcom - katolikom, którzy w tym czasie przyjeżdżali do pracy w Libii...
 
Ks. Stanisław Haręzga
W różny sposób Biblia opowiada prawdę o Bogu, który nigdy nie neguje swej relacji ze stworzeniem, nawet wówczas, gdy człowiek odwraca się od Niego. W takiej sytuacji, tym bardziej lituje się nad nim, szuka go, zaprasza do nawrócenia i pokuty, obiecując przebaczenie winy i możliwość nowego życia. O skorzystaniu z Bożego przebaczenia decyduje jednak ludzkie poczucie winy i żal za grzechy.
 
Mirosław Rucki
W obliczu coraz większej liczby rozpadających się małżeństw wiele osób, którym związek się nie udał, myśli o „rozwodzie kościelnym”. Rozwód taki miałby na celu spełnienie nadziei wyrażonej w słowach: „A może tym razem mi się powiedzie?”.
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama