logo
Wtorek, 21 sierpnia 2018 r.
imieniny:

Franciszka, Kazimiery, Ruty, Piusa, Joanny, Baldwina – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jakub Niedzielski SJ
Smak modlitwy
Szum z Nieba
 
fot. Rawpixel (cc)


Budować relację z Bogiem

Myślałeś kiedyś o tym, że Bóg chce ci coś powiedzieć? Łatwo przyjąć, że Bóg mówi do ludzi – ale że akurat do mnie może coś powiedzieć? No way! Ale kto z wierzących nie chciałby usłyszeć Boga?! I o ileż bardziej – nauczyć się rozmawiać z Nim? Chęci chęciami, a życie życiem. Próbujemy budować relację z Bogiem, ale w codzienności często zapominamy, że relacja, zaraz po przebywaniu z sobą, opiera się przede wszystkim na… komunikowaniu się.
 
Dziś, po dziewięciu latach życia zakonnego widzę, jak wiele zawdzięczam medytacji ignacjańskiej, którą sam poznałem w nowicjacie w czasie rekolekcji w milczeniu. Wielu z nas, katolików, jest zmęczonych i znużonych klasycznymi formami modlitwy, jakich nauczyliśmy się w dzieciństwie. Pozostając przez wiele lat przy powtarzaniu wyuczonych regułek, tracimy smak rozmowy z Bogiem i często po prostu z niej rezygnujemy. Zastanawiając się nad tym faktem, przyszedł mi na myśl obraz dorastającego dziecka. W pierwszych etapach życia każde dziecko komunikuje swoje potrzeby przez płacz, a ich zaspokojenie – przez uśmiech lub zapadnięcie w sen. Z czasem uczy się ono nazywać pojedyncze rzeczy i czynności, a dzięki temu w prosty sposób wskazuje na to, czego mu brak. Potem próbuje konstruować całe zdania i mówi, czego oczekuje od innych. A ostatecznie zaczyna samodzielnie opisywać to, co się w nim dzieje, i to nawet metaforycznym językiem.

W relacji z Bogiem często zapominamy, że nasze komunikowanie się z Nim należy rozwijać wraz z osobistym rozwojem. W konsekwencji, będąc już dorosłymi ludźmi – wciąż rozmawiamy z Nim na poziomie dziecka uczącego się mówić.
 
Skuteczność modlitwy 
 
Modlitwa recytowana to jedna z wielu form obecnych w Kościele, ale nie jedyna. Inną formą komunikacji z Bogiem stanowią modlitwy myślne, do których należy medytacja ignacjańska. Słyszenie głosu Boga, odczucie głębokiej bliskości z Nim, poddawanie się Jego uzdrawiającej mocy – czy te doświadczenia zarezerwowane są tylko dla spotkań charyzmatycznych? Żadną miarą! Takich wspaniałych rzeczy doświadczam w czasie modlitwy medytacyjnej – i nie tylko ja, ale i wielu ludzi, którym duchowo towarzyszę w czasie ich procesu rekolekcyjnego. Skuteczność tej modlitwy polega przede wszystkim na wchodzeniu w doświadczenie. To ono sprawia, że moje życiowe postawy i zachowania się zmieniają, zmienia się mój stosunek do siebie i otaczającego mnie świata. Jak do tego dochodzi?
 
Kiedy wstępowałem do zakonu, widziałem Boga w krzywym zwierciadle. Próbowałem zasługiwać na Jego miłość. Wielu rzeczy w sobie nie akceptowałem. A uczucia, które się we mnie pojawiały – zjadały mnie od środka.
 
Ale dzień w dzień, siadając do medytacji, wchodziłem wraz z Bogiem w te przestrzenie mojego wnętrza, w które On mnie zapraszał, a które, jak się okazywało, domagały się Jego obecności. Wchodziłem wraz z Jezusem w sceny z Jego życia, a one stawały się dla mnie papierkiem lakmusowym mojej otwartości na innych ludzi, mojego przyznawania się do błędów, przebaczania, gotowości do przyjmowania odrzuconych i pozostawiania tego, do czego byłem przywiązany. Przed ważnymi momentami i decyzjami, klękałem przed Nim na medytacji i słuchając, co On mówi – dochodziłem do zrozumienia siebie i odkrywałem własne pragnienia. Medytacja dawała mi niesamowitą przestrzeń do pracy nad sobą i do otwierania się na Bożą wolę. Choć nie jest ona skomplikowana, zakłada jednak pewne warunki. To, o czym wspomniałem wcześniej, wydarzyć się mogło tylko dlatego, że posiadałem zdolność rozpoznawania i nazywania: poruszeń, które się we mnie pojawiały; myśli, jakie się w mnie rodziły, i uczuć, które na nie wskazywały.
 
Kluczowym podłożem modlitwy medytacyjnej jest zatem kontakt z własnym wnętrzem. Ta jedna prosta umiejętność może sprawić, że doświadczysz dotknięcia Bożej miłości.
 
Medytacja ignacjańska ma pewną strukturę, co pomaga nam w głębszym wejściu w jej treść. Jeśli chcesz nauczyć się tej metody modlitwy, to zapraszam cię na rekolekcje w milczeniu – to najskuteczniejsza droga. Możesz także skorzystać z wielu książek dostępnych dziś w sprzedaży (np. Bóg kocha mnie takiego, jaki jestem, o. Remigiusz Recław SJ) lub znaleźć pomoc w sieci (np. medytacja on-line – co tydzień prowadzona w niedzielę o 21.15 na YouTube). Wierzę, że Bóg, podobnie jak w św. Ignacym, tak i we mnie, i w tobie pragnie dokonać wielkich rzeczy właśnie dzięki tej formie modlitwy.
 
Jakub Niedzielski SJ
Szum  z Nieba nr 142/2017 
 
Zobacz także
o. Michał Zioło OCSO
Nie szukam Chrystusa po omacku, ale znajduję Go i dotykam w Piśmie Świętym. I gdyby ktoś zapytał mnie, jak nazywam Go, w jaki sposób się do Niego zwracam – odpowiedziałbym krótko: Rabbi. W Jego szkole uczę się „szacunku do wszystkich ludzi” (RB 4, 8) i może nade wszystko tego, że nie wolno dyskredytować nikogo ni przez świetnie skonstruowane argumenty, ni przez ośmieszanie. 
 
Magdalena Urlich
Z proszeniem jest tak: ile osób, tyle podejść do sprawy. Niektórzy nie lubią innych o nic prosić. Boją się, co ktoś o nich pomyśli. Że oceni: nieporadny, niezdara. Albo przeciwnie: bezczelny, roszczeniowa. Czasem zanim zdecydujemy się prosić, pojawia się lęk przed tym, że za bardzo obciążymy kogoś naszym problemem. Albo niepewność, czy ktoś mówi „tak”, bo naprawdę chce pomóc, czy tylko nie potrafi powiedzieć „nie”.  
 
Natalia Brachowicz
Zastanawiam się, co ze szczęściem chociażby dzieci poczętych z gamet dawców, gdy za kilkanaście lat dziecko zapyta: jak to było? I kto naprawdę jest jego tatusiem? I czy gdzieś żyje jego rodzeństwo? I nie daj Boże, aby mu przyszło do głowy kogoś szukać! Nie są to problemy odległe i abstrakcyjne...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama